hip hop kemp
mobilizacja.pl na youtube.com mobilizacja.pl na facebook.com

 

artykuly

Podsumowanie 2011 - mijający rok w oczach redakcji oraz naszego eksperta

PODSUMOWANIE 2011

Co to był za rok! W ubiegłym roku mieliśmy dosłownie wysyp rodzimych produkcji. Premier było dużo i co warto zaznaczyć naprawdę sporo na przyzwoitym bądź nawet bardzo dobrym poziomie. Praktycznie cały mainstream wydał swoje płyty a do tego pojawiło się też kilka ciekawych płyt z podziemia. Zobaczymy co nam przeniesie nowy rok, a tymczasem wzorem lat ubiegłych, chcielibyśmy przedstawić wam zestawienie 2011 autorstwa redaktorów Mobilizacji oraz tym razem jednego eksperta w osobie Little'a z The Returners. Zapraszamy do lektury.


 

Adrian Bartoszewicz – dziennikarz magazynu Mobilizacja, współprowadzi audycję WuDoo w Polskim Radio Szczecin.
 

Gdybym napisał, że rok 2011 był nudny – skłamałby. Gdybym napisał, że rok 2011 wprawił mnie w euforię – również bym skłamał. Najtrafniejszym stwierdzeniem będzie, że rok ten był intrygujący i ciekawy, ale też żenujący i zniechęcający.

Od początku. Mówiąc „polski rap 2011” na myśl przychodzą mi trzy płyty: „Kandydaci na szaleńców” Tego Typa Mesa, „Coś wiecej niż muzyka” Grubsona oraz „Czysta brudna prawda” Sokoła i Marysi Starosty. Te materiały zdominowały mojego starego boomboxa. Dlaczego? Powodów jest kilka. Słuchając rapu Mesa można by uznać, że nie jest on „kandydatem na szaleńca”, lecz chodzącym szaleństwem. Walka z wiatrakami w postaci kultury masowej, niechęć do wszelakiej stabilizacji i zobowiązań, skakanie między granicą samozagłady oraz nieokiełznana chęć ciągłego melanżowania i zbójowania. Tak pobieżnie można by opisać trzecią solową płytę pana Szmidta. Kładąc jednak wyraźny akcent na przymiotnik „pobieżnie”. W moich odczuciach „Kandydaci na szaleńców” są z pozoru opisem życia człowieka, który swoim szelmowskim uśmieszkiem zakrywa buzujące w nim emocje. Emocje, które wylał na swój album. Strach, niepewność i przede wszystkim rozdarcie pomiędzy niepewnym żywotem rebelianta, a spokojnym życiem typowego faceta. To odnalazłem na tej płycie, dlatego jest ona dla mnie numerem jeden w tym roku. Z drugiej płyty emanują nie tyle emocje, co pozytywna energia. „Coś więcej niż muzyka” Grubsona to faktycznie coś więcej. To przede wszystkim pozytywny przekaz kierowany do słuchaczy pragnący usłyszeć coś więcej niż populistyczne hasła. To wiara, że za pomocą muzyki można wprowadzić zmiany w podejściu do życia i świata. To luz, szaleństwo, niewybredne żarty, ale też szczery uśmiech i kciuk podniesiony do góry mówiący „naprawimy to”. Trzeci album również emanuje energią, jednak zupełnie przeciwną. „Czysta brudna prawda” to wcielenie tego, co najgorsze w tym świecie. Sokół wprowadza nas w świat skrystalizowanego zła i mroku. Przed absolutną ciemnością chroni nas jedynie Marysia Starosta, która swoim głosem, nie popowym piskiem, wprowadziła odrobinę ciepła. „Czysta brudna prawda” to nie Sokół pozujący na uczuciowego love boya, ani nie Marysia męcząca przeciągającym, piskliwym głosem. To duet dający nam płytę tekstowo do bólu szczerą i brudną, a muzycznie niezwykle dopracowaną.

Na szczęście polski rap to nie tylko trzy płyty. Wśród wielu materiałów warto wspomnieć o kilku zawodnikach. Na pierwszy plan wychodzi Te-Tris ze swoim „Lotem 2011”. Materiał pełen spontaniczności i różnorodności, dzięki którym płyta jest szersza. Brak granic muzycznych sprawia, że odbiorca może rozłożyć ręce i wyciągnąć się mając pewność, że nie obije się o żadne muzyczne schematy. Ta różnorodność sprawiła, że „Lot 2011” poleciał znacznie wyżej niż „Dwuznacznie”. Słowa uznania należą się również dwóm warszawiakom: Jurasowi oraz Jaśkowi MBH. Panowie zasłużyli na nie dzięki swojej świadomości. Juras „Drogą wojownika” pokazał, że uliczny rap może posiadać świadomość tekstową. Świadomość, że muzyka z ulicy ma przekazywać wartości, a nie promować nienawiść i populistyczne hasła. Jasiek MBH jest zaś jednym z nielicznych technicznie świadomych raperów z ulicy. Na „Nazwij to jak chcesz” pokazał, że nie tylko tekst się liczy, ale też jego odpowiednie ułożenie i zarapowanie. Czwartym rapem wartym wspomnienia jest pewien młody i pokręcony chłopak znany jako Buka. „Pokój 003” to płyta wypełniona chorymi wizjami małolata zamkniętego w psychiatryku, który wrzuca wersy jak szalony. Moim osobistym zdaniem płyta polskiego Slim Shady’ego jest zdecydowanie debiutem roku.

Osobny akapit poświęcę miastu, które w tym roku dało się we znaki całej Polsce. Po latach stagnacji i zapomnienia Szczecin w końcu wyrwał spory kawał sceny. Rok 2011 to dla miasta nad Odrą zdecydowanie rok duetów. Najczęściej wymienianą i wychowalną szczecińską płytą jest „Cztery i pół” Łony i Webbera. Nic w tym dziwnego. Od lat Łona uważany jest za najlepszego polskiego tekściarza. Swoją pozycję udowodnił po raz enty. Dystans, uśmiechnięta ironia, inteligentny żart oraz wyszukane rymy i sposób ich ułożenia. To tylko początek umiejętności Łony. Drugim nieco mniej popularnym szczecińskim LP jest „Poza horyzont”. Chłopaki z PMM często mówili o zmianach, aż w końcu nadeszły. Głowa i Wężu wyraźnie uspokoili się co przełożyło się na teksty, podejście i flow. Dzięki temu „Poza horyzont” to nie tylko bity z najskrytszego folderu Ostrego, ale również ewaluacja w flow i rewolucja w tekstach raperów ze Szczecina. Również szczecińskie podziemie przeżyło swoje odrodzenie. Największymi wygranymi okazali się Bonson i Matek, autorzy niezwykle dobrze przyjętej „Historii po pewnej historii”. Brudne emocje i czysta współpraca rapera z producentem okazały się strzałem w dziesiątkę. Ostatnim, może nie do końca szczecińskim, ale jednak związanym ze Szczecinem duetem o którym chciałbym wspomnieć to Jesz i Men Of Few Words autorzy „Sprawdź Epke”. Żywe produkcje MOFW i zawiłe teksty Jesza zostały nieco zepchnięte przez inne produkcje. A szkoda, bo duet pokazał że nawet o wulgaryzmie na „K” można mówić inteligentnie.

Jednak tegoroczny polski rap to nie tylko niekończące się propsy, niezliczone komplementy oraz płyty którymi można się zachwycać. Tegoroczny polski rap to również nadmierna ilość przereklamowanych płyt, nudnych materiałów, nieświadomego bądź świadomego propagowania białego zła, zanikające zainteresowanie Hip Hopem, przeinaczanie kontekstu ulicy oraz bodajże najbardziej żenujący beef w historii polskiego rapu. Jeśli trzech, przez wielu bardzo uznawanych raperów, nie mogło sobie poradzić z jedną zanikającą gwiazdą Vivy to chyba coś jest nie tak.

Mniejsza jednak z minusami. Patrząc na amerykańską scenę można uznać, że przechodzi ona swoje odmłodzenie. Wszystko za sprawą młodych kotów. Co najciekawsze na ich czele stoi mały biały chłopiec z Pittsburghu’a. W tym roku Mac Miller, o którym mowa, wydał długo oczekiwane debiutanckie LP pt. „Blue Slide Park”. Debiut Maca to odważne muzyczne eksperymenty, połączone z tym luźnym, czasami leniwym i piekielnie dobrym flow. Do młodych debiutanckich kotów można zaliczyć także The Cool Kids. „When Fish Ride Bicycles” swoją świeżością i innowacyjnością przebija niejednego starego wyjadacza. Sporo zamieszania wywołał również Wiz Khalifa. Chociaż „Rolling Papers” nie wybiło się na wyżyny umiejętności, to jednak zyskało spory rozgłos i uznanie. Wspominając o mainstreamie należy wspomnieć o dwóch płytach, które zdominowały amerykański rynek. Pierwszą jest długo oczekiwana płyta niezwykle popularnego i niemniej utalentowanego duetu: Jay-Z i Kanye West. Rok temu Kanye pokazał mistrzowską formę płytą „My Beautiful Dark Twisted Fantasy”. W tym roku ukazał formę arcymistrzowską materiałem „Watch the Throne”. Płyta zawiera zarówno muzykę jak i rap pierwszej klasy. O muzykę zadbał Kanye, który udowodnił, że w rapie nie ma granic. Znajdziemy tu nawiązania i do brzmień etnicznych i do dubstepów. O sam rap, zadbał ten który zdominuje i pokaże klasę na każdym bicie - Jay-Z. Drugą płytą która zdominowała rynek był „Carter IV” Lil Wayna. Lil Wayne jako raper nigdy nie był mistrzem. Jednak trzeba przyznać, że jako producent wprowadza pewną świeżość i bardziej współczesne spojrzenie na brzmienie muzyki. Świeżość wprowadził również najbardziej wybuchowy duet tego roku. Dawno, dawno temu zły spotkał zło. Później duet się pokłócił, pobił, rozszedł, aby w końcu ponownie się spotkać. Mowa tu o Eminemie i Royce da 5’9, duecie znanym jako Bad Meets Evil. „Hell: The Sequel” to niesamowite połączenie szalonej wściekłości Eminema i ogromnej pewności siebie Royce’a oraz flow wchodzące na nieosiągalny poziom dla niezliczonej ilości raperów. Dobrą EP mogą pochwalić się również weterani z Queensbridge – Mobb Deep. Ich „Black cocaine” może być uznane ze pierwszy krok w stronę odzyskania utraconej formy.

Niestety z Zachodu, oprócz płyt, doszły do nas także tragiczne wieści. 15 marca w wyniku drugiego udaru mózgu i komplikacji zmarła legenda g-funku i jeden z najlepszych wokalistów – Nate Dogg. Nate Dogg nie był jedynie wokalnym wypełniaczem piosenek ani panem od refrenów. Był artystą który swoim głosem mógł przyćmić niejednego muzyka. Niedługo potem 8 listopada odszedł Heavy D. Legenda rapu z lat ’80, producent, aktor, biznesman oraz uznawany za niezwykle pozytywnego człowieka zmarł w wyniku komplikacji po zapaleniu płuc.

Chcąc zakończyć swoje podsumowanie pozytywnymi aspektami skupię się na najciekawszych wydarzeniach i osiągnięciach związanych z innymi elementami kultury Hip Hop. Polska zaczyna, a raczej kontynuuje, swoje podboje w takich elementach jak: turntablism czy bboying. W świecie didżejów godne uznania osiągnięcie zdobyli DJ’s Czarny i Tas, którzy zajęli drugie miejsce w kategorii Show na IDA World Finals w Krakowie. Polscy bboys również nie próżnowali, dzięki czemu coraz mocniej przebijają się do grona najlepszych. Świadczyć mogą o tym chociażby wyniki w pierwszych w historii eliminacjach do Red Bull BC One. Polskie i irlandzkie ćwierćfinały wygrali dwaj Polacy: w Warszawie Maniek, zaś w Belfaście Armstrong. Co prawda bboye odpadli w półfinałach, jednak sam fakt przejścia ukazuje zdolności polskich tancerzy. Sporymi sukcesami mogą pochwalić się również Polskee Flavour, którzy w tym roku m.in. niemal wygrali ze wszystkimi podczas contestów na Hip Hop Kempie 2011. Ekipa zajęła drugie miejsce przegrywając jedynie z Mighty Zulu Kingz. Takich i ważniejszych osiągnięć można by wymienić długą listę. Co najciekawsze inne, mniej znane w Europie polskie ekipy zaczynają dochodzić do głosu. Dzięki temu możliwe, że już wkrótce Europa usłyszy o wielu świeżych grupach. Mówiąc o wydarzeniach, inicjatywach i akcjach na pierwszą myśl przychodzi mi projekt DJ Steeza i Kosiego Rap History Warsaw. RHW jest konsytuacją serii, która miała miejsce w  Zurychu i Berlinie. Co prawda polska edycja rozpoczęła się już w 2010 roku, jednak jej pełny rozwój nastąpił w 2011. Ziny, mixtapy, artykuły, tematyczne imprezy, koncerty zagranicznych artystów: SmifNWessun, GMF, Phife Dawg i Jeru The Damaja i niezliczona ilość informacji o rapie umieszczanych na Facebooku. Zdecydowanie Rap History Warsaw pod względem organizacyjnym zdominował rok 2011.

W taki sposób można podsumować zeszły rok. Rok paradoksalnie nudny jak i zaskakujący. Rok w którym spośród wylewu różnych, mało wciągających produkcji można było wyłowić garstkę prawdziwych perełek. Również rok sukcesów i inicjatyw wielu propagatorów kultury Hip Hop. Patrząc na single JWP oraz 2cztery7, mogą przypuszczać, że rok 2012 może być jeszcze ciekawszy.        

Mateusz Kobi Kołbuc - dziennikarz magazynu Mobilizacja

Właśnie zostawiliśmy w tyle 2011 rok,  co jest warte przypomnienia? Co przyniosło nam ten dwanaście miesięcy pod względem muzycznym? Naprawdę wiele, w moim mniemaniu był to rok przełomowy dla polskiego rapu, ale za granicami naszego kraju również zawrzało. Rok mocnych debiutów na rynku, ale także świetnych albumów artystów, którzy zasługują już na miano rapowych legend.

Początek roku przywitał mnie jakże mroźnym powietrzem, a na rozgrzanie zamiast grzańca zaserwował mi debiut VNM’a. Stary gracz podziemia stał się nowym nabytkiem wytwórni Prosto i wszedł na rynek z w pełni legalnym albumem „De Nekst Best”. Artysta świetny, rozpoznawalny i pełen potencjału, flow doszlifowane w nielegalnej karierze, rozświetliło się pełnym blaskiem w mainstreamie niczym prawdziwy diament. Za oceanem pojawił się album N.E.R.D. – The Best Of N.E.R.D., opisu nie potrzeba, ponieważ jak z samego tytułu wynika dostałem zbiór najlepszych singli tych znanych i cenionych artystów. Idąc dalej przez ulicę zasypane śniegiem, zacierając ręce na to co przyniosą kolejne dni dostałem Fokusa z „Prewersjami” ,  krążek na pewno lepszy od „Alfy i Omegi”, choć myślę, że Smoka stać na wiele więcej. Flow twarde jak zawsze, dykcja porównywalna do najlepszych lektorów filmowych, lecz czegoś mi zabrakło, jakiegoś bengera, który wyróżniałby się poza całą warstwę muzyczną. W Anglii pojawiła się piąta i zarazem ostatnia płyta z pod szyldu The Streets. „Computers and Blues” to ciągle ten sam dobry, klimatyczny angielski rap. W sercu noszę nadzieję, że zamknięcie projektu The Streets nie wiąże się z całkowitym odejściem Mike Skinnera z muzyki, ponieważ jego forma nie spadała nawet o milimetr, a co więcej moim zdaniem ewoluuje coraz wyżej. Pisząc o ostatnim miesiącu zimy swoją uwagę skupiam głównie poza granicami naszego kraju. Lupe Fiasco wreszcie oddał do rąk fanów płytę „Lasers”, trochę mu z tym zeszło, gdyż singiel „Shining Down” mogłem usłyszeć na Coke Live Music Festival 2009. Trochę zamieszania z konkretną datą premiery, ale rok 2011 wreszcie przyniósł album na światło dziennie. Podopieczny Kanyego Westa w pełni samodzielnie radzi sobie z rapem i jest lepiej niż dobrze. Looptroop Rockers wydało album „Professional Dreamers”, no i krążek rzeczywiście jest bardzo profesjonalny. Ekipa ze Szwecji, a ogarnęli swoją muzyką cały świat, to coś znaczy, niewątpliwie. Wspomnę też marcowy projekt „A pamiętasz jak?”, świetny track, doborowy skład artystów i tyle wspomnień, że żałuję, iż w latach 93-94 bardziej od rapu interesowały mnie zabawki i bajki na dobranoc.

Prawdziwą rapową ucztę dostałem w kwietniu, album „Kandydaci na szaleńców” był dla mnie najbardziej wyczekiwanym krążkiem tego roku. Cała otoczka związana z video-zapowiedziami, singlem wraz z klipem tylko podnosił mój apetyt na pełny materiał, gdy już go dostałem było naprawdę syto i soczyście. Flow jedne z najlepszych w kraju, Piotr coraz bardziej chwali się zdolnościami wokalnymi, a cały materiał wyszedł poza ramy rapu. Obok tej premiery na naszym rynku pojawiła się również nowa płytka łódzkiego reprezentanta Zeusa pod tytułem „Jak mogłeś?”, a także album Dioxa wraz z The Returners pod tytułem „Logika Gry”. Maj był głośnym miesiącem na polskiej scenie hip-hopu, zaczynając od albumu Parias, trzy warszawskie legendy Eldo, Włodi i Pelson połączeni w wspólnym projekcie zafundowali kawał brudnego rapu, który przeciwstawia się glamrapowej otoczce i wszystkim co pokryte plastikiem. Marysia Starosta oraz Sokół dopełniający siebie nawzajem w albumie „Czysta Brudna Prawda” no i kolejny świetny debiut, mianowicie warszawskiego artystę W.E.N.Ę. Obok VNM’a to drugi najlepszy debiut tego roku i daję sobie rękę odciąć, że zostaną na długo w mainstreamowym rapie. Twarde spojrzenie na otoczenie, ograniczone zaufanie, brak strachu to cechy, które sprawiają, że zasalutuję dla Michała. Jego „Dalekie Zbliżenia” są świetnym albumem, a singiel „Podstawowe Instrukcje” daje prawdziwą motywację do kroków w przód zamiast stagnacji. Pod względem muzycznym dostałem dawkę hiphopu, new soul’u czy jazzu, a z każdego bitu Wudoe wyciska wszystkie soki.

Przenieśmy się teraz setki kilometrów dalej, a mianowicie do Kalifornii gdzie premierę miał album „Goblin” Tyler’a The Creator’a. Młody talent z ekipy Odd Future Wolf Gang Kill Them All, ekipy, która zyskała już sobie miano nowego Wu-Tang Clanu. Jest kontrowersyjnie, momentami aż za mocno, ale właśnie w tym tkwi sekret tych młodych ludzi. Czerwcowe, ciepłe dni przyniosły nowy materiał Rasmetalismu. „Hotel Trzygwiazdkowy” to klasa sama w sobie, mimo tytułu za ten album przyznaję sześć gwiazdek. Bity Menta to prawdziwy majstersztyk o czym mogliśmy się przekonać już po premierze „Dużych Rzeczy”, czy „Dobrej Muzyki, Ładnego Życia”. Podkład w „W pełnym słońcu grudnia” to prawdziwa sztuka, a „Delorean” wydobywa z głośników jak najbardziej pozytywne dźwięki. Jedni z najbardziej świeżych artystów na rodzimym rynku. Dla mnie to jedna z najważniejszych premier 2011 roku, bit za bitem, tekst za tekstem jest wyjątkowo, chłopaki noszą w sobie prawdziwą zajawkę i talent. Ponadto nieśmiertelny Warszafski Deszcz powiedział prawdę w „PraWFDepowiedziafszy”, a Dono pokazał, że śląski rap ciągle jest pełen mocy w albumie „Daj mi wiarę”.

Tak właśnie minęła nam hiphopowa połowa roku 2011, a następna przyniosła także sporo emocji. Zacznę od sierpnia, gdyż ten miesiąc był prawdziwym wydarzeniem w Stanach Zjednoczonych. Na półkach sklepowych ukazały się trzy mocne albumy legendarnych raperów. Zacznę od „Watch The Trone” duetu w postaci Kanye West’a oraz Jaya-Z, gwiazdy amerykańskiej muzyki rap w takiej we wspólnej kooperacji wydali naprawdę solidny album, choć sądzę, że obaj Panowie radzą sobie lepiej solowo. The Game i „The R.E.D. Album” był, moim zdaniem najlepszą sierpniową premierą, ale o to miano musiał zawalczyć również Lil’Waynem i jego „Carter IV” na którym oprócz singla „Six Foot, Seven Foot” nic nie przypadło mi do gustu. W naszym kraju Popkiller zebrał artystów wartych uwagi na albumie Popkiller – Młode Wilki. No i jakże mógłbym zapomnieć o dziesiątej edycji HipHop Kemp, prawdziwe hiphopowe wakacje, w miejscu gdzie rap gra dzień i noc, raperzy „zamieniają słowo w złoto”, a Czesi swoją gościnnością  uderzają w nas z każdej strony.

Jesień na początek przyniosła album Łony i Webbera pod tytułem „Cztery i pół”, Łona dał solidny rap jak przystało na niego. Buka zabrał nas do „Pokoju 003”, osobiście dosyć szybko opuściłem te pomieszczenie ponieważ nie znalazłem tam nic co mogłoby mnie porwać, ale sądzę, że warto wspomnieć artystę, który rzucił swego rodzaju świeżość na polski rynek.

Październik przyprawił mnie o „Gorączkę Sobotniej Nocy”, a to wszystko za sprawą szczecińskiego artysty Soboty, o tym albumie miałem już przyjemność pisać wcześniej, w skrócie uliczny rap z dużą dozą kreatywności Michała. Te-Tris zabrał mnie na pokład swego „Lotu 2011”, piękna przygoda, konkretny album.  Muszę też wspomnieć o tragicznym wydarzeniu, mianowicie śmierci świetnego producenta Zjawina. Wielka strata dla muzyki, przykre jest to, że tak młody, uzdolniony człowiek musiał odejść tak szybko.

W listopadzie otrzymaliśmy kolejną dawkę ciekawych premier muzycznych. Zaczynając od Mediuma pochodzącego z Kielc, młodego wilka Popkillera, który wypuścił na światło dzienne album „Teoria Równoległych Wrzechświatów”, Jeżozwierza, który wreszcie legalnie ukłuł krążkiem „Pan Kolczasty”. Onara, który pokazał, że dorósł do rapu, jednak szczególną uwagę skupiając na młodym artyście noszącego imię Mac Miller, rozpętał prawdziwą burzę w U.S.A., młody gracz, a osiągnął w tym roku ogrom. Jego klipy posiadają ilość wyświetleń, którą możemy liczyć w milionach, jego legalny album rozszedł się w tysiącach kopii i sam zastanawiam się co przyciągnęło ludzi do jego osoby, przyciągnęło zresztą samego mnie.

Ostatni miesiąc 2011 był wspaniałym zamknięciem  tych pełnych wrażeń hiphopowych czterech pór roku. Sam początek grudnia przyniósł nam ponad 3 godzinny album Aloha 40%, Proceente oraz ponad stu gości stworzyli taką dawkę rapu, że głośniki ledwo wytrzymują pod naporem tak dużej ilości różnych flow, bitów oraz uderzeń basu. Następnym większym wydarzeniem w polskim hip hopie był koncert Ortegi Cartel, do którego również przyczynił się wymieniony wcześniej Procent. Piter Pits i Patr00 zagrali swój pierwszy, a zarazem ostatni koncert w karierze i udało im się ściągnąć fanów kultury hiphop z całej Polski wprost do stolicy. 26 grudnia odbył się koncert pożegnalny dla Magika z okazji 11stej rocznicy jego śmierci. Piękny gest i dobry czas na sporo rozmyślań na temat historii rapu w Polsce.

W skali całego tamtego roku było dużo więcej dobrego niż złego, więc w całym moim podsumowaniu zwróciłem uwagę głównie na wszystko to, co podniosło poprzeczkę rodzimej i zagranicznej sceny rapowej. Mam nadzieję, że ten rok będzie jeszcze bardziej twórczy lub choć na podobnym poziomie.

Rap ciągle rozwija się, pokazuje nowe twarze, doświadczeni gracze również nie dają o sobie zapomnieć, pozostało mi tylko czekać na mam nadzieję miłe zaskoczenia w roku 2012.

Michał Little Harmacinski - producent, razem z Dj'em Chwiałem tworzy duet The Returners, wyprodukował m.in dwie płyty rapera El Da Sensei czy „Logikę gry” projektu Diox & The Returners.
 

USA:

W ubiegłym roku było sporo produkcji, które mniej lub bardziej przypadły mi do gustu. Postarałem się wybrać do opisu jednak z nich tylko parę tych, które przypadły mi do gustu i po prostu tych, które najlepiej znam. Całkiem możliwe, że umknęło mi coś fajnego i nie wymieniłem tego poniżej, bądź nie opisałem. Całość nie jest ułożona w jakiejś konkretnej kolejności.

Evidence – Cats & Dogs
Czekałem na ten album z niecierpliwością od dnia, w którym zostało to ogłoszone, po kilku latach - doczekałem się. I? Nie ukrywam, że trochę się zawiodłem na tym albumie, ale mimo wszystko to cały czas bardzo dobry album. Prawdziwy hiphop w najlepszym wydaniu, wciągający rap EV, jeden z lepszych bitów Preemo ostatniego czasu, genialne "The Red Carpet" spod ręki Alchemista, to tak w telegraficznym skrócie.

Saigon - Greatest Story Never Told
Gdyby ta płyta wyszła kilka lat wcześniej, kiedy wyjść miała - zrobiłaby dużo większy zamęt niż teraz w 2011, kiedy pozycja Saigon'a mocno podupadła, a ksywa Just Blaze już tak nie elektryzuje fanów hip-hopu. Szkoda, bo to bardzo fajny album, w dobie typów typu Wiz Khalifa, balansujących albumami pomiędzy rapem a popem jednak przeszedł zupełnie bokiem. Singlowe "Come On Baby" ze zwrotką Swizz Beatz'a i nie kim innym jak Jay-Z, "Clap" z Faith Evans, "Greatest Story Never Told", "Enemies", "Friends", "The Invitation" to kozackie i czyste hip-hopowe brzmienie.

Mayer Hawthorne - How Do You Do
Niehiphopowy album (choć każdy, kto jest w klimacie wie kim był wcześniej był M.H.), ale aż nadto godny, by znaleźć się w moim zestawieniu. Być może nie jest tak hitowy jak poprzednia produkcja Mayer'a, ale wciąż trzyma bardzo wysoki poziom. Po prostu soul na najwyższym levelu, czuć w nim ponadczasową magię z lat 70. . "Long Time", "The Walk", "Dreaming", "Can't Stop" ze Snoop Dogg'iem - nie mam pytań.

Reks – R.E.K.S.
Słuchałem tego albumu tyle czasu, że byłem pewien, że ukazał się w 2010. Świetny singiel z Preemo, który zwiastował konkretny powrót Reks'a, dobry dobór bitów (przekonretne "The Underdog" i "This Or That", po prostu kolejna bardzo dobra solówka od bostońskiego MC.

Pharoahe Monch “W.A.R.”
Clap clap clap clap. Kilka numerów na tym numerze dosłownie zwala z nóg, w/w singlowy "Clap", śliczne "Black Hand Side", "The Hitman", czy na samym końcu - największa bomba i tytułowy numer "W.A.R." nagrany do spółki z Immortial Technique. Monch to solidna marka i nie zawodzi swoimi solowymi płytami, w tym przypadku również.

Pete Rock & Smif-N-Wessun "Monumental"
Oczekiwałem znacznie więcej po płycie takich legend jak jedno z ważniejszych ogniw BCC i Piotr Skała, aczkolwiek nie jest to zły album. Ba, jest całkiem spoko. Produkcje Pete'a troszkę prostsze i cięższe niż wcześniejsze, ale pasują do rapu Tek'a i Steel'a. Genialne "That's Hard" z dwoma P: Styles'em i Sean'em, podniosłe tytułowe "Monumental", a także "Roses" z Freeway'em i zamykające płyte "Time To Say" na pewno zachęcą do przesłuchania tego albumu fanów klasycznego nowojorskiego rapu.

Hassaan Mackey & Apollo Brown - Daily Bread
Potężne bity Apollo Brown'a, praktycznie każdy rap na jego bitach nie może brzmieć źle. Raperzy i producenci w Detroit odchodzą (Dilla, Proof, Baatin), ale na ich miejsce przychodzą nowi, którzy nieźle mieszają.

The Roots - Undun
Kool G Rap - Riches, Royality, Respect
Common – The Dreamer, The Believer
Random Axe – Random Axe
Edo G – A Face In The Crowd
Pac Div - Pac Div
Apathy – Honkey Kong
Elzhi - Elmatic
Big K.R.I.T. - ReturnOf4Eva
M.O.P. & Snowgoons – Sparta


POLSKA:

W tym roku wyszło dużo spoko produkcji z Polski, ale tylko jedna sprawiła, że do tej pory jestem pod wrażeniem tego albumu. Czekałem na taką płytę i w końcu się doczekałem. Brzmiąca zupełnie niepolsko pod względem bitów, nie wiem jak to określić do końca, ale ma po prostu taki 'murzyński' vibe - coś czego producenci z Polski raczej unikają mimo, że nie są jakimiś cześkami z pierwszej łapanki. Raper, który też ma coś co odróżnia go od krajowej reszty, zupełnie inny i niepolski styl nawijania, mimo, że część osób marudzi, że jest monotonny na tym albumie (bullshit). Dj, który dobrze urozmaica zwrotki oraz bity. I szkoda, że ta płyta przechodzi troszkę bokiem, bo to prawdziwa perełka w polski haipehaope. Co to za album? Hades "Nowe Dobro To Zło". Galus moim ulubionym producentem tego roku w Polsce.

Zamiast całych albumów sporządziłem listę singli/kawałków, które uważam za najlepsze w tym roku.

Diox / The Returners "To Jest Diox"
Slums Attack "Kto Ma Renomę"
Hades "Na Ulicy"
W.E.N.A. "Podstawowe Instrukcje"
Diox / The Returners "Jeden Zwykły Dzień"
Dwa Zera "Widzę Gwiazdy"
Parias "Parias"
Ten Typ Mes "Scena, Studio, Łóżko"
JWP / BC "Tworzymy Historię"
Miuosh "Piąta Strona Świata" feat. Jan Kyks Skrzek

Nagroda specjalna dla Dj'a Creon'a za takie miażdżące bity, w konsekwencji kawałki jak:
Chada "Trzeba"
Chada "Mam Się Dobrze"
Pih "Majk Czeka"
 

Michał Skic Wojciechowski - dziennikarz magazynu Mobilizacja

Rok 2011 dla mnie osobiście jest renesansem w polskim rapie. Działo się tak wiele, że chyba nie sposób ogarnąć tego pamięcią, jak to dobrze, że bywałem w sklepach muzycznych i kupowałem CDki, które teraz mogę wyjąć z szuflady, jak to dobrze, że konta na Youtube mają opcję „Ulubione” i przypomnieć sobie od a do z cały rok. Myślę, że za kilka może kilkanaście lat będę bardzo dobrze wspominał okres od 1 stycznia do 31 grudnia 2011. Dla tych, którzy przespali te dni, pokrótce je Wam przybliżę!

STYCZEŃ
Szad i jego 21 gramów udowodnił, że jest najmocniejszym ogniwem legendarnego Trzeciego Wymiaru, płytka wnosi wiele świeżości, mocną technikę i teksty, których zazdrości mu pewnie nie jeden scenarzysta. VNM ze swoim De Nekst Best pokazuje, że legalny krążek należał mu się jak niewielu innym, wielki szacunek dla Sokoła, który jak to sam przedstawiciel Elbląga nawinął „zamiatał kurz z niego”. Grubson „Coś więcej niż muzyka”, ta płyta w ogóle mi nie przypadła do gustu, o wiele gorsza niż poprzednie wydawnictwo Tomka.

LUTY
Człowień & Shot wydali materiał, który ustawia ich w szeregu wśród mocniejszych zawodników podziemia zatytułowany „Do zobaczenia później”. Orzeu/Matek ft. Białas i teledysk do „Kocham hip hop”, do którego bardzo często wracam, super numer, konkretne linijki, klimatyczny bit, video bez szału, jednak przyciąga. DwaZera z klipem „Widzę Gwiazdy”, który promował ich płytę, ciekawy vibe, liryka na wysokim poziomie, obraz poskładany bardzo dobrze. Fokus „Prewersje”, O.S.T.R. „Jazz, dwa, trzy” obie płyty z tego samego powodu. Nie spełniły moich oczekiwań, po pierwszym odsłuchu poszły na dno szuflady.

MARZEC
Kolejny raz DwaZera, których miałem okazję recenzować, tym razem z powodu bardzo dobrej płyty, takiej brakowało mi od dawna. „Płyta z czarnych płyt” do dzisiaj w odtwarzaczu. Małolat za „A pamiętasz jak?”, które było mega ciekawą inicjatywą i przy współpracy z LetEmKnow wyszło bardzo porządnie. Slums Attack „Reedukacja”, materiał był bardzo głośno zapowiadany, mocno wyczekiwany jednak może dwa, trzy ewentualnie cztery numery były tego warte. Ten Typ Mes „Otwarcie”, jak dla mnie totalny niewypał, nie wiem może Mes nie widział klipu przed wypuszczeniem?

KWIECIEŃ
Diox & The Returners „Logika gry” to tak dobra płyta, że od premiery nie wyjąłem jej jeszcze ze sprzętu grającego i to wcale nie dlatego, że ma pięć miejsc. Miuosh „Piąta Strona Świata” kolejny świetny projekt, do wielu tracków wracam, zdecydowanie na propsie. Tusz Na Rękach „Reminescencje” fantastyczne EP, które udowadnia pozycję w undergroundzie kieleckiego rapera. Sokół&Marysia Starosta „Sztruks”, Slums Attack „Oddałbym”, VNM&Fu&Fokus „Elementum Tour” - te klipy były wiodące w kwietniu. Pariasi ze swoją płytą pokazali, że są świadomymi MC, którzy przeszli już wiele, połączone trzy style dały bardzo porządny materiał. CD wykonane na wzór płyty winylowej, wielka świeżość.

MAJ
Ten miesiąc obfitował w dwie płyty, które wg mnie są jednymi z lepszych w tym roku. Sokół&Marysia Starosta, w której wokalu się zakochałem, oraz W.E.N.A. wypuścili takie krążki jakich mi brakowało. Rap w najczystszej esencji. Duże propsy chciałbym przyznać także Słoniowi i jego całej ekipie za klip do „Szczerze” oraz Chadzie i jego ekipie za klip do „Rap najlepszej marki”. Nie można zapomnieć o Vieniu, który opatrzył kawałek z Dioxem „Underground” teledyskiem z najwyższej półki.

CZERWIEC
Okoliczny Element niemal wiódł prym w tym miesiącu a „Schody Donikąd” zaprowadziły mnie niemal na szczyty spełnienia wymagań płyty, której szukam, bardzo podobnie „Hotel Trzygwiazdkowy” Rasmentalismu. Jednak najmocniejszą pozycją czerwca jest Vixen i jego „Rozpalić Tłum”. Ten album określił sam, wersem który popieram: „Świeży jak wiatr poranny”. Warto wspomnieć o „ReMirażu” Projektora, równie ciekawa pozycja. Niezły banger Kobry, do którego często wracam, mówię oczywiście o „Gin & Tonic”, gdzie Paluch swoją szesnastką wprowadza mnie za każdym razem w imprezowy klimat doczekał się wizualizacji, którą zawsze chętnie oglądam. Interesującą sprawą jest też to, że Dono zgromadził Pih'a, Peję i Mesa w swoim kawałku „Udowodnij, że potrafisz”, byli także na teledysku. Jednak Śląsk też potrafi!

LIPIEC&SIERPIEŃ
Jako, że jest to miesiąc wakacyjny, kojarzony z luzem, wolnym i odpoczynkiem nie wyszła wtedy żadna płyta godna uwagi oprócz trzech. Popkiller „Młode Wilki” to bardzo mocna pozycja. Co do doboru zawodników w kilku przypadkach bym chętnie podyskutował, jednak krążek jest częstym gościem w moim odtwarzaczu. Nie można nie wspomnieć o RAFI'm, który puścił w obieg swoje „200 ton”, które są na miarę jego możliwości. Warto zwrócić uwagę na CutCrew Vol2 „Interpretacja dowolna”, to mocny undergroundowy materiał okraszony funkiem, świetnymi samplami, energicznymi wokalami w refrenach. Myślę, że za niedługo zaskoczą wielu swoją twórczością. Jedna z ciekawszych ekip na Śląsku i w ogóle. Ukazało się video do „Co mam powiedzieć” Pezeta, które jest równie dobre co kawałek, przypomina mi o Pezecie, którego dziś tak bardzo brakuje. Jednak tą sprawę najlepiej skomentował Laikike1, o czym opowiem później. „Hip hop kręci nas”, to najlepiej uwydatnił Rafi swoim teledyskiem i kawałkiem, warte tych kilku minut. Klip, którego po prostu nie można nie widzieć to „Reset” Sokoła i Marysi Starosty. W mojej opinii jest to najlepszy klip roku, a potem długo, długo nic. Nie dlatego, że pozostałe były słabe. Dlatego, że przewyższa on skalę krajową.

WRZESIEŃ
Tutaj bezapelacyjnie co do ciekawszych wydarzeń wszyscy uczniowie zaliczają powrót do szkoły, ja zaliczam „Z ostatniej ławki” Solara/Białasa. Godne polecenia, pokazuje gdzie są tak naprawdę zawodnicy, których mam nadzieję w końcu jakaś wytwórnia doceni. Ujęło mnie kilka klipów. Między innymi takie jak „Kto ma renomę” Slumms Attack, (który ukazuje kolejny raz to, że Rysiek zawsze będzie doceniany), „Copycats” Joe Kickass ft. O.S.T.R. (chyba wszyscy pamiętamy spontaniczną akcję Joe'go z HHK?), Vixen „Świeczki na wietrze” (hula u mnie codziennie, mistrzostwo świata), Chada „Niesiemy Prawdę” (szacun za zgromadzenie kilku naprawdę dobrych raperów), Buka i jego „Pierwsza Miłość” (Boże! Chyba każdy facet powinien znać to na pamięć), Plejer „Rap co się nie sprzedał” (czyste podziemie, trzeba sprawdzić kto będzie za niedługo na legalu), My Riot „Sam przeciwko wszystkim” ft. Peja (Glaca wraz z Peją udowadniają, że takie kolabo powinno być ich jedyną twórczością).

PAŹDZIERNIK
Jako spóźniony prezent urodzinowy dostałem płytę Tetrisa „Lot 2011” oraz Hadesa „Nowe dobro to zło”, myślę, że był to jeden z lepszych prezentów jakie w życiu dostałem. Ścisła czołówka tego roku jeśli chodzi o te dwie pozycje. W pamięci mam też klip do „Pracuj” od 101Decybeli ft. Grizlee, Gedz.
 
LISTOPAD

Aloha „40 procent”, DJ Ike „Listen”, Medium „Teoria Równoległych Wszechświatów”, Fisz/Emade „Zwierze bez nogi” te trzy pozycje, to listopadowe podium w obojętnej kolejności, trzy świetne płyty. Jednak znalazł się ktoś kto wysuwa się poza podium, ewidentnie materiał, który nazwał bym kotem. Onar dorósł do rapu, wydając coś co jest jego całkiem nowym obliczem, coś co ukazuje, że jest jednym z lepszych raperów w kraju. Najlepszy klip z grudnia to „Bezsenność” Kajman ft. Pyskaty, Pezet, takiego video w Polsce jeszcze nie było. Na deser zostawiłem sobie Tymina i jego „Piwnicę pod baranami” ft. Laikike1, Majkel, Wergawer. Szerokim echem rozeszły się wersy Laik'a, w których rozlicza się z kilkoma przedstawicielami mainstreamu, które popieram, jednak najlepszą zwrotkę dał Majkel. Sprawdzajcie to!

GRUDZIEŃ
Jimson wrócił! „Ucieczka z wesołego miasteczka” to jedynie cztery kawałki, jednak niesamowicie intrygujące, kilka linijek kopie w głowę jakby to powiedział Eldoka „jak Mirco Crocop”. Oprócz „Po tej stronie raju” od HuczuHucza (pamiętajcie „Nigdy nie wpierdalaj spacji w te litery!”). Moje marzenia spełnił Laikike1 zapowiadając swój materiał na 2012 rok kawałkiem „Level up 3”, Czeski zrobił super numer „Nie byłem nigdy”, Wizja Lokalna czyli inicjatywa Solara okazała się strzałem w dziesiątkę, Kubinho/Mars w tracku „To ten rok” pokazali się z dobrej strony, Zeus wypuścił niezły klip do numeru „Finał”, jeszcze lepszy teledysk do „Szczyt” EmazetProcent, Łysonżi, VNM, Green feat. DJ Slip, tragiczny singiel zapowiadający Pokahontaz 2 zatytułowany „Kuszenie”, genialna robota Medium i Mad Mosquito ART Group, którzy wyprodukowali video do „Obiekt pożądania”, wielki powrót Wojtasa z W.Y.P.3, VNM i jego street single z E:DKT (premiera płyty niebawem), odpowiedź na „Młode Wilki” na którą złożyli się Szyna + PeeRZet, Wergawer, Zoom, Tomb, Kojot, Kiju - Zrobimy to lepiej (prod. Denver, woski DJ Ike), konkretny numer Jakób -„Na twoje ręce” Feat. Peus, Tymin, niezły kawałek Maq/Thex feat. Bonez, Dolar - „Nas Nie Zatrzymasz”. Gaddemyt! Przez ten miesiąc nie znalazłem dnia, w którym byłbym wyspany, raperzy tak bombardowali produkcjami, że nie spałem po nocach, żeby być na bieżąco.

To wszystko to moim zdaniem maksymalne minimum na ten rok. 2011 zaserwował mi tyle dań, że byłem grubo zasłuchany, bardzo najedzony, jednak potrawy były takie, że na wigilię nie umiałem wybrać najlepszych dwunastu. Jeśli ktoś tak jak ja i Rafi jest degustatorem, powinien znać każdą z omówionych przeze mnie pozycji. Super rok, ciężko będzie go przebić, jednak to co jest zapowiadane na 2012 sprawia, że kolejne z moich marzeń może się spełnić. Po tak mocnych 365 dni dawno nie było, to wielki progres dla polskiego rapu. Jestem dumny, że tyle się działo, że mogłem to wszystko sprawdzać, i że idziemy ku dobremu. Pamiętajcie! „Hip hop nie dzieli nas a łączy!”.
 


Komentarze użytkowników (16)
1/6wybierz podstronę:  1 2 3 4 5 6 z 6 
fumo, 2012-01-24 19:46:21

"Nie spełniły moich oczekiwań, po pierwszym odsłuchu poszły na dno szuflady."
"przesłuchałeś tylko raz to nie słuchałeś wcale"
Za dużo w tym podsumowaniu upodobań autora. Diox np nie spisał sie, jego "To jest diox" to najgorszy kawałek na płycie.

., 2012-01-21 15:07:55

Uważam, iż jeśli autor pochodzi ze szczecina i pisze Polsce o szczecinie i wspomina tylko o 4 w tym o płycie Jesza to powinien zarobić w mordę! Won od pióra przebrzydły pismaku!!!

herkakaoutsider, 2012-01-21 00:27:35

A może po prostu każde podsumowanie zależało od autora. Nie każdy jara pariasem, kajmanem a tym bardziej bokiem. Autorzy napisali to co chcieli opisać, choć te ostatnie podsumowanie strasznie kiepskie.

1/6wybierz podstronę:  1 2 3 4 5 6 z 6 


Dodaj swój komentarz:
autor komentarza
treść:

Pozostało znaków:   Napisałeś znaków:
kod z obrazka*
© Tworzenie stron Toruń
hip hop kemp, rap, ostry, wywiad, małpa, pezet, polski rap, molesta, beatbox, hip-hop, bboing, bboy, recenzja