hip hop kemp
mobilizacja.pl na youtube.com mobilizacja.pl na facebook.com

 

artykuly

Podsumowanie 2010 - mijający rok w oczach redakcji oraz naszych ekspertów

PODSUMOWANIE 2010

Jak co roku grudzień przynosi ze sobą porę na podsumowania i analizy mijającego roku. Mobilizacja nie pozostając w tyle również przygotowała dla was materiał, który mam nadzieję umili wam ten jakże świąteczny okres. Specjalnie dla naszych czytelników poprosiliśmy kilka konkretnych postaci naszej rap sceny, hiphopowego środowiska o ocenę roku 2010.  Również nasi redaktorzy pokusili się o próbę opisania najciekawszych momentów tego roku. Zapraszamy do lektury. Przypomnijmy sobie jaki był ten 2010 rok.


Tomek Gezela – redaktor naczelny magazynu Mobilizacja

Tomek Gezela
Tomek Gezela
Eldo „Zapiski z 1001 Nocy”
Eldo „Zapiski z 1001 Nocy”
Chali 2na „Fish Market 2”
Chali 2na „Fish Market 2”

Przyszło mi jako pierwszemu sięgnąć po pióro i nakreślić kilka zdań na temat ostatnich 12 miesięcy. Musze przyznać, że dla samej Mobilizacji był to rok szczególny.

Po pierwsze weszliśmy drogą ewolucji w etap publikowania materiałów video w formacie HD, co w chwili obecnej może wydawać się mało wyjątkowe, natomiast dla nas jest to kolejny krok naprzód. Po drugie, kilkukrotnie byliśmy z kamerą na międzynarodowych wydarzeniach w Europie, by wspomnieć tu portugalskie finały Eurobattle, czeski Hip Hop Kemp, czy irlandzkie Skill Masters. Z tego miejsca obiecuję, że w przyszłym roku będzie tego więcej, nie zamierzamy spoczywać na laurach. Ogólnie rzecz biorąc to na pewno warto odnotować, że wprowadziliśmy nowy dział Bboing, ponieważ bardzo zależy nam na promowaniu tego elementu kultury hiphop i staramy się śledzić ważne wydarzenia z tej działki. Reszta idzie swoim torem, patronaty, wywiady wszystko jak należy. To było by pokrótce na tyle w temacie samej Mobilizacji.

Jeśli chodzi o podsumowanie tego roku w rapie, to muszę stwierdzić, że 2010 rok zawsze będzie kojarzył mi się z faktem straty przez całe środowisko Guru z Gang Starra. Dla mnie osobiście był to najlepszy głos rapowy jaki miałem okazje poznać. To smutne, że już nigdy nie zobaczymy go na żywo i że już nie usłyszymy jego nowych produkcji. Jego wspólne z Dj Premierem albumy do złota klasyka rapu. Natomiast rzeczy jakie nagrywał w projekcie Jazzmatazz są ponadczasowe i niezapomniane. Od śmierci Big Punishera w 2000 r. nie miałem takiego poczucia straty jak w kwietniu tego roku.

Na polskiej scenie 2010 upłynął pod znakiem produkcji Returnersów i to oni byli najlepsi w tym roku. Spod ich rąk wyszła płyta Eldo „Zapiski z 1001 Nocy”, oraz mają swój udział na płycie Pezeta i Małolata w jednym z ciekawszych kawałków tego roku – wspólny z Małpą „Nagapiłem się”. Jakby tego było mało, The Returners wyprodukowało całą płytę dobrze znanemu polskiej publiczności raperowi El Da Sensei. Album „GT2: Nu World” jest bardzo dojrzałą produkcją i śmiało można powiedzieć, że Returnersi to najlepsze co mogło spotkać rapera z New Jersey.

Peanów na temat płyty Eldo nigdy nie za wiele. Powiem tylko, że jakby nie zarzucać Leszkowi monotematyczności czy mało porywającego flow, to oddać mu należy, że do bitów Returnersów wspomniany już album „Zapiski z 1001 Nocy” jest tegorocznym numerem jeden i tyle. Dziękuję.

Grzechem byłoby nie wspomnienie, że po ciekawej płycie koncepcyjnej „Tylko dla dorosłych” Ostry wraca pod koniec roku z POE 2 i to jest płyta, która powinna tak naprawdę łapać się do przyszłorocznych zestawień. Słucham jej codziennie co utwierdza mnie w przekonaniu, iż czego nie dotknie Emade zamienia w złoto.

HIFI Banda. To był pracowity rok dla tej ekipy. Na początku roku Prosto wypuszcza reedycję mixtape’u „Fakty, Ludzie, Pieniądze - 5 Minut Mixtape”. Ogromny sukces tego materiału. Koncerty w całej Polsce. Występ na głównej scenie Hip Hop Kempu. Pod koniec roku druga płyta „23:55” - również sukces. No cóż, HIFI jest po prostu skazana na sukces.

No i oczywiście dla mnie - chłopaka, który dorastał z Molestą w słuchawkach, fakt wydania debiutanckiej płyty przez Vienia jest jakoby powrotem do przeszłości. Vienio nie poraża skomplikowanym rymem, za to proponuje entuzjastyczne teksty pod świetne bity własnego autorstwa. Dobrze się tego słucha i pomimo, że w Moleście zawsze Włodi był dla mnie pod wieloma względami tym rozdającym karty, to muszę oddać pałeczkę pierwszeństwa Vieniowi. Zresztą Włodi z Pelsonem robią własny projekt wspólnie z Eldoką zobaczymy czy Parias znajdzie się w przyszłorocznym zestawieniu.

Na zagranicznej scenie płyta Black Milka o sugestywnym tytule „Album of the year” (chociaż artyście nie chodziło o ten rok wcale) śmiało mogę zaliczyć do jednej z faktycznie najlepszych w tym roku. Koleżka z Detroit cały czas podrzuca nam rześkie produkcje i tym razem nie było inaczej. "Deadley Medley" z Roycem i Elzhi'em oraz "Black and Brown" wciskają w fotel. I pomimo przeciętnych recenzji tego albumu właśnie od niego zacznę listę wyróżnionych przeze mnie pozycji.

Kolejną płytą która zrobiła na mnie ogromne wrażenie w tym roku to Gangrene “Gutter Water”. I chociaż ich teledysków nie jestem w stanie oglądać przed śniadaniem, ani nie daj boże po, jestem ogromnie zafascynowany wspólna twórczością Alchemista i Oh No. Tym bardziej, że ten drugi pojawił się w tym roku na naszej polskiej produkcji z Queen Size Records w doskonałym kawałku Metra „Keep Low” obok MEDa i DJ Eproma! Doskonałe kawałki z Fashawn & Evidence czy ze wspomnianym już MEDem to klasa sama w sobie.

No i na koniec „Fish Market 2” Chali 2ny. To właśnie z tym albumem nie rozstawałem się chyba najdłużej tego roku. Każdy kawałek dostarcza mega powera. Ci co byli na Hip Hop Kempie wiedzą o czym mówię. Jeśli ktoś przegapił tę produkcję to niech się lepiej nie przyznaje i szybko nadrabia zaległości.


 

Adrian Bartoszewicz – dziennikarz magazynu Mobilizacja, współprowadzi audycję WuDoo w Polskim Radio Szczecin.
 

Adrian Bartoszewicz podczas wywiadu z Lilu
Adrian Bartoszewicz podczas wywiadu z Lilu
Jarecki & BRK „Mucha nie siada”
Jarecki & BRK „Mucha nie siada”
Meth-Ghost-Rae - „Wu-Massacre”
Meth-Ghost-Rae - „Wu-Massacre”

Święta już za nami, za chwilę sylwester tak więc przydałoby się przypomnieć najciekawsze wydarzenia związane z polską i zagraniczną sceną hip hop. Zacznijmy od elementu bez którego rap nie mógłby się obyć – beefu.

Już pierwszego dnia roku 2010 internet ożył na wieść o ponownym konflikcie między Tetrisem a Ciechem. Po paru latach reprezentant Szybkiego Szmalu postanowił odpowiedzieć na „Aleję trzech” i dograł parę punchaljnów do utworu „Życie to beef”. Nie musiał długo czekać na odpowiedź, gdyż Tetris szybko puścił w obieg utwór „I każdy mój fan”. Co prawda „prawowity warszawiak” starał się wyjść z konfliktu obronną ręką, jednak wątpię, aby wersy typu „twój rap z Podlaski to rap spod laski” zapewniły mu zwycięstwo. Tak więc beef jak szybko się zaczął tak szybko skończył.

Niestety nie można tego powiedzieć o konflikcie między Tede a Peją. Gdy pod koniec grudnia Tede i Sir Michu wypuścili mixtape  „A/H24N2” wielu uważało, że beef się skończył. Jednak cztery miesiące później Peja wydał „Czarny wrzesień”. Reaktywacja beefu wzbudziła tym samym ogromną aktywność hejterów, którzy bluzgali i na forach i w tłumie na koncertach. Co gorsza do konfliktu dołączyli również Włodi, Pelson, Eldo oraz paru mało znaczących graczy, którzy najwyraźniej nie mają dystansu, ani do siebie, ani swojej muzyki. Taka sytuacja sprawiła, że jeden z najważniejszych konfliktów w historii polskiego rapu zamienił się w długotrwałe obrzucanie kałem. Na szczęście po prawie dziesięciu miesiącach beef dobiegł końca. Niestety na formach wojna trwa nadal.

Pomijając wyskoki z liści, samobójcze puchnlajny, ciągłe konflikty i internetowe wojny, rok 2010 przyniósł wiele ciekawych płyt. Nie chcę robić żadnych rankingów tak więc wspomnę tylko o płytach, które najdłużej oblegały moje radio.

Jedna z nich to „Mucha nie siada” Jareckiego i DJ BRK. Ci którzy parę lat temu uznali, że Jarecki nie nadaje się do polskiego rapu bo nie wchodzi w schematy typowego rapera, ogromnie się pomylili. Oryginalny duet otworzył okno i wywietrzył nieco polską scenę, za sprawą unikalnego flow i szalonych tekstów Jareckiego oraz tłustych, kozackich i okrutnych bitów BRK. Krótko mówiąc chłopaki pokazali, że mają jaja, aby robić nietypową muzyką na scenie na której typowość jest na ogół najbardziej doceniana.

Chwaląc zarówno rapera jak i producenta należy wspomnieć również o „Totemie leśnych ludzi”. Na przekór wszystkim tym, którzy uważali, że Gural tylko o głupotach potrafi nawijać, poznaniak nagrał bardzo osobistą płytę. Matheo zaś często oskarżany o kopiowanie amerykańskiej sceny, połączył hip hop z muzyką etniczną, tworząc przy tym coś unikalnego. Krótko mówiąc dobra płyta, dobrych graczy.

Na scenie pojawiło się również paru dobrych debiutantów. Pierwszym jest chłopak o dość kolokwialnej ksywce - Zioło Zioło. Być może pseudonim nie zachęca słuchacza do sprawdzenia materiału, jednak sama „Siema LP” przyciąga. Ciekawe jest to, że autor nie zachwyca ani oryginalnym flow, ani wyszukanymi rymami. Wyróżnia go natomiast postawa życiowa zawarta w tekstach. Jego niechęć do telewizyjnej papki, napakowanych żel-chłopców, białych kozaczków, standardowego podejścia do życia oraz ciągłej powagi i spiny sprawiły, że polubiłem chłopaka.

Drugim świetnym debiutem był album na którego nie mogłem się doczekać. Męskie bity i kobiecy wokal to coś czego brakuje na polskiej scenie. Mowa tu o grupie Blow, czyli Świętym Mikołaju i Flow. Każdy kto choć raz przesłuchał którąś z płyt Mesa, wie jak dobre produkcje robi Święty. Flow zaś jest wokalistką, która jednym utworem „uśmierciła” ukochanego i oczarowała grono słuchaczy. Płytę „Jeśli czujesz” polecam każdemu fanowi który potrafi docenić dobrą i niebanalnej muzykę.

Jednak hip hop to nie tylko rap. Dlatego należy wspomnieć o sensacyjnej informacji, która dopłynęła do nas ze świata bboyingu. Otóż reprezentant ekip: Funky Masons, Polskee Flavour i Misjonarze Rytmu - bboy Kleju został zaproszony do szesnastki najlepszych bboyów świata startujących w prestiżowej bitwie Red Bull Bc One 2010. Co prawda Polak odpadł już w pierwszej walce (z Marcio - Legiteam Obstruxion, przyp. red.), jednak sam udział w takiej imprezie to przełomowe wydarzenie na polskim parkiecie. Żałuję tylko, że większość polskich hip hopowych portali nawet nie wspomniało o tym. Cóż najwyraźniej portalom opłaca się promować jedynie rap i jego, nierzadko nudnych, przedstawicieli.

Inną rzeczą o które warto wspomnieć jest ukazanie się filmu dokumentalnego, który opisuje historię narodzin szczecińskiej oraz polskiej sceny bboingowej. Wideo-dokument pt. „Pride of Flavour Szczecin” jest bezwątpienia jednym z najciekawszych filmów dokumentalnych opisujących pozytywne aspekty hip hopu.
 
Co zaś się tyczy zagranicznej sceny. Najważniejszą i zarazem najsmutniejszą informacją jaka dotarła do nas zza oceanu jest śmierć Keitha Elama znanego bardziej jako Guru. Gdy w marcu ukazała się informacja, że muzyk zapadł w śpiączkę wywołaną atakiem serca świat hip hopu zamarł na chwilę. Parę dni później raper obudził się i zdawało się, że już wszystko będzie dobrze. Niestety 19 kwietnia zasnął na zawsze. Świat hip hop stracił ikonę rapu. Gangstarr swojego współtwórcę z którym wydał wiele legendarnych płyt. Zaś świat sztuki autora muzycznego arcydzieła zatytułowanego „Jazmatazz vol. 1”.

Rok 2010 przyniósł również dobre chwile za sprawą wielu dobrych płyt. Na początku wymienię materiały starych i sprawdzonych zawodników. Rok po ukazaniu się „Blackout 2” Methodman połączył siły z Ghostface Killah i Raekwonem i zmasakrował konkurencję albumem „Wu-Massacre”. W przeciwieństwie do „8 Diagrams”, „Wu-Massacre” pokazuje, że członkowie Wu nadal są w świetnej formie.

W formie są również wiecznie wyluzowani Devin The Dude i Too Short. Pierwszy wypuścił dwa dobre albumy: „Suite #420” i „Gotta Be Me”. Każdy fan relaksu i dobrego wokalu powinien zapoznać się z tym materiałem. Natomiast pierwszy rapujący pimp wydał osiemnastą płytę w swojej karierze zatytułowaną „Still Blowin”. Jak widać niektórzy raperzy, pomimo tylu lat, nadal są fresh.

Mówiąc o świeżości grzechem by było nie wspomnieć o „fajnych chłopakach” z grupy The Cool Kids. Mikey Rocks i Chuck Inglish wypuścili mixtape pt. „Tacklebox”, który na pewno zadowoli fana świeżego brzmienia. Podobnie można powiedzieć o swego rodzaju hip hopowych indywidualnościach: Kid Cudim i Kanye Wescie. W to czy Kid jest raperem czy nie, nie mam zamiaru wnikać. Wiem zaś, że jest dobrym muzykiem, dlatego warto wyróżnić „Man on the Moon II: The Legend of Mr. Rager”, która jest synonimem oryginalności. Co zaś się tyczy Kayne Westa to jego płytę „My Beautiful Dark Twisted Fantasy” mogę nazwać wielkim powrotem. Co prawda sam Kayne nigdzie nie wyjechał, jednak jego styl od dłuższego czasu brzmiał jak pomponiarskie melodyjki. Na szczęście muzyk z Chicago przelał na papier swoje mroczne fantazje i powrócił z świetnym albumem.

Niestety w tym roku ukazały się płyty które są wielką klapą. Pierwsza to „H.F.M. 2” Lloyd Banksa. Miałem nadzieję, że materiał ten przerwie tendencję spadkową członka G-Unit. Niestety tak się nie stało. Druga płyta złamała moje serce. Okazało się, że długie oczekiwanie na „Redman Presents... Reggae” poszło na marne. Jest to bez wątpienia najgorsza płyta w dorobku wariata z New Jersey. Mam nadzieję, że po„Muddy Waters 2: Even Muddier” będę mógł znów jarać się Redmanem.

Te słowa nadziei kończą podsumowanie roku 2010. Zobaczymy co nam przyniesie 2011. Mam nadzieję, że Dre w końcu wyda trzeci album, a New Boyzi ponowie obudzą yerka w każdym swoim słuchaczu.


 

Little - producent, razem z Dj'em Chwiałem tworzy duet The Returners, wyprodukował m.in dwie płyty rapera El Da Sensei czy najnowszy album Eldo

Little
Little
Eldo "Zapiski z 1001 Nocy"
Eldo "Zapiski z 1001 Nocy"
Freeway/Jake One "Stimulus Package"
Freeway/Jake One "Stimulus Package"

W moim osobistym odczuciu, rok 2010 - był dobrym rokiem dla polskiego rapu. Prawie cała czołówka sceny wydała swoje albumy, wiele z nich osiągnęło status złotych płyt i zajęły one wysokie miejsca na listach sprzedaży. Wydaje mi się, że z takiego stanu rzeczy należy się cieszyć, zwłaszcza w dobie kryzysu jakim dotknięta jest sprzedaż muzyki na nośnikach.

Również w kwestiach koncertowych zdecydowanie ruszyło się; większość raperów prezentujących godny poziom koncertowało po całej Polsce. Jak zwykle Ostry, Gural, Eldo, Peja, Pezet z Małolatem i co bardzo pocieszające i dające nadzieje na przyszłość - Małpa, który pokazał, że granice między podziemiem, a sceną bardziej oficjalną nie istnieją. W tym roku polska publiczność mogła być świadkiem wyjątkowo wielu zacnych zagranicznych artystów: Public Enemy, Method Man & Redman, Method Man solo, La Coka Nostra, Dj Shadow, Nas i Damian Marley, Talib Kweli, Marco Polo & Ruste Juxx & Torae, Rhazel, Looptroop, D.I.T.C., Doujah Raze, El Da Sensei, czy chociażby Paul Wall. Szkoda, że nie wypaliły koncerty takich tuzów jak The Game i Freeway, ale i tak koncertowo rok 2010 można uznać za bardzo udany.

Cieszą również sukcesy Małpy i chociażby Hifi Bandy, które dają jakąś nadzieję na przyszłość w polskim rapie i pokazują, że ludzie chcą już czegoś nowego i powoli w cień odchodzą beztalencia, które snuły się po polskiej scenie przez ostatnie dziesięciolecie.


Najlepsze moim zdaniem albumy w Polsce, które ukazały się w tym roku:

Eldo "Zapiski z 1001 Nocy" - nie chodzi o to, że jestem autorem całej muzyki na tym albumie i dlatego wymieniam ten album jako pierwszy, ale uważam po prostu, że to bardzo dobry album, swego rodzaju renesans w karierze Eldoki, co widać po sprzedaży, opiniach, czy chociażby frekwencji na jego koncertach, nie oszukujmy się, że Leszek nigdy nie porywał swoim flow, rapował stosunkowo jednostajnie, bez większych emocji w głosie - na tej płycie można zauważyć w tej kwestii wyraźny progres.

Pezet/Małolat "Dziś w Moim Mieście" - nie ma wątpliwości, że ta płyta budzi skrajne emocje, ja po wielokrotnym jej przesłuchaniu, przekonałem się do niej. Pezet po raz kolejny zaskakuje swoją kolejną produkcją, tym razem do spółki z Małolatem, który zupełnie zmienił swój styl rapowania znany z płyty z Ajronem - zabawy z flow, różnego rodzaju eksperymenty, każdy numer zarapowany na innym patencie - to jest coś co szalenie podoba mi się na tym albumie.

O.S.T.R "Tylko Dla Dorosłych" & Projekt Ostry Emade "POE 2" - nie dość, że Adam w tempie nie z tej ziemi wydaje z roku na rok kolejny album, nie dość, że wydał w tym roku album dwupłytowy (genialnie wydany, a opcja z płytą niespodzianką - bez słów), to na zakończenie roku dorzucił do tego brzmiący zupełnie niepolsko projekt z Emade - kocham tego człowieka za to ile pracy i serca wkłada w swoją muzykę - cała scena w Polsce może mu tego zazdrościć.

Hifi Banda "23:55" & "Fakty, Ludzie, Pieniądze" - 2 solidne płyty od zespołu, który wnosi dużo świeżości w polskim rapie - zarówno Hades, jak i Diox to raperzy obdarzeni jednymi z najlepszych flow w kraju, można słuchać ich z czystą przyjemnością, słychać czasami, że jeszcze trochę pracy przed nimi, ale wszystko idzie w dobrym kierunku, dobrze, że takie zespoły są tak promowane i być może za parę lat to one będą na miejscu tych 'starych wyjadaczy'


Najlepsze moim zdaniem albumy zagraniczne, które ukazały się w tym roku:

Freeway/Jake One "Stimulus Package" - świetny album, fakt - Freeway zszedł bardziej do podziemia ze swoją muzyką, ale wg mnie wyszło mu to zdecydowanie na dobre, słuchając albumu, który poczynił do spółki z Jake One'm - kozacko wyprodukowana płyta, miód dla uszu, "One Thing", "She Makes Me Feel Alright", "Throw Your Hands Up" - nie mam pytań przy tych numerach, głowa aż sama się kiwa, a japa sama się śmieje

The Roots "How I Got Over" - najlepszy band hiphopowy powrócił z zajebistą płytą - co by tu więcej pisać, jestem wielkim fanem Black Thought'a, który posiada dla mnie jeden z najbardziej hipnotyzujących głosów w rapie, takie numery jak tytułwe "How I Got Over", "The Fire", "Radio Daze" - wychodzą znacznie dalej ponad hiphop i to w tym przypadku żaden minus, ale jeszcze większy props

Kanye West "My Beautiful Dark Twisted Fantasy" - ostatnie poczynania Kanye nie przypadły mi do gustu za specjalnie, te wszystkie eksperymenty z auto-tune'ami, śpiewaniem, itd. - to nie moja bajka, ale gdy usłyszałem "Power", czy "Monster", uuuuuf, te numery nie schodziły z moich słuchawek przez dobre kilkanaście dni, "MBTF" świetnie zaaranżowana płyta, dużo wszelakich eksperymentów oraz gości (zwrotka Nicki Minaj - brak mi słów na jej zajebistość), Kanye po raz kolejny udowadnia, że jest producentem nie z tej planety i jest potrzebny hiphopowi AD 2010 jak mało kto.

Vinnie Paz "Season of The Assasin" - pierwsze oficjalne solo Pazmana pozostawiło u mnie bardzo duży niedosyt, bo jestem jednym z większych fanów Jedi Mind Tricks w tym kraju, strasznie byłem ciekaw tego albumu - goście tacy jak The Clipse, Paul Wall, Beanie Sigel, Madlib obok frontamana JMT wydawali się mocno hm nie pasujący do niego, ale akurat ich obecność na albumie zdała egzamin, czego zabrakło na albumie? Wydaje mi się, że dobrych produkcji - tego co zapewniał mu Stoupe. Największe strzały z tej płyty "End Of Days" i "Street Wars", gdzie gospodarza zamiatają Clipsi.

Marco Polo & Ruste Juxx "The eXXecution'' - można mówić, że Ruste Juxx jest monotematyczny na tej płycie - bo jest, to nie ulega wątpliwości, ale w połączeniu z dynamicznymi i brudnymi bitami od Marco Polo, który staje się nadwornym producentem Duckdown Records - powstaje mieszanka wybuchowa, takie "Nobody" to dla mnie to łamacz karku, "Let's Take a Sec" chwyta za serce tak jak powinno, cała reszta też niczego sobie. Nie jest to może to samo co "Double Barell", ale cały czas dobry niezależny hip-hop.


Inne płyty warte uwagi: Gangrene (Alchemist + Oh No) "Gutter Water", El Da Sensei & The Returners "GT2: Nu World" ;), Celph Titled & Buckwild ''Nineteen Ninety Now", Black Milk "Album Of The Year", Rakaa Iriscience "Crown Of Thorns", Reef The Lost Cauze vs Guns-N-Butter "Fight Music", Roc Marciano "Marcberg".


 

Adam "Głowa" Bąk - organizator cyklu Mighty Vibes, dziennikarz, promotor i animator kultury hip hop
 

Adam Głowa Bąk (w środku) podczas Bitwy o Kemping
Adam Głowa Bąk (w środku) podczas Bitwy o Kemping
Kixnare "Digital Garden"
Kixnare "Digital Garden"
El Da Sensei ft The Returners - GT2: Nu World
El Da Sensei ft The Returners - GT2: Nu World

Rok 2010 był moim zdaniem szczególnie udany dla rodzimej sceny hip hopowej. Udany do tego stopnia, że pierwszy raz skupiłem się na obserwacji polskiej sceny bardziej niż scen zagranicznych, co nigdy wcześniej nie miało miejsca w moim przypadku. W swoim podsumowaniu skupię się zatem na lokalnych wydawnictwach oraz wydarzeniach.

Po pierwsze - niezmiernie cieszy mnie fakt, że przedstawiciele tzw. "podziemia" niemal całkowicie w tym roku zatarli słynną granicę między legalem i nielegalem. Profesjonalnie wydane płyty, teledyski nierzadko przewyższające poziomem realizacji te, które widujemy w telewizji oraz masa zagranych koncertów - nie tylko w Polsce ale i poza jej granicami - świadczą o tym, że słuchacze zaczęli otwierać się na nowych, młodszych wykonawców, którzy dotychczas pozostawali niezauważani na większą skalę za sprawą panującej tendencji do "sprawdzania tego, co już sprawdzone". Z reguły jednak są to świetni tekściarze ze znakomitą techniką. Wprowadzają również coś, czego mocno brakowało w naszym kraju - aranż koncertów. Dzięki temu nie tylko przyjemnie się ich słucha, ale i ogląda.

Weterani co raz częściej decydują się na współpracę ze świeżą krwią doceniając umiejętności jej przedstawicieli i mając świadomość tego, że ci ludzie w niedalekiej przyszłości będą rozdawać karty na tej scenie. Niezmiernie pozytywne odczucia budzi we mnie również fakt, iż często są to osoby, którym kibicowałem niemal od początku ich kariery, z którymi często miałem przyjemność współpracować przy organizacji imprez. W.E.N.A. i Rasmentalism, TeTris, Małpa... Chociaż od wydania ich płyt minął rok lub rok z haczykiem - dopiero 2010 pokazał z kim naprawdę mamy do czynienia. Ogromnym strzałem był również legalny debiut Hi Fi Bandy. Szczerze przyznam, że przedtem słyszałem jedynie kilka pojedynczych numerów od chłopaków, jednak płyta, którą wydali w pełni zasługuje na oddźwięk jaki zdobywa wśród hip hopowych głów.

W świecie producenckim - niezaprzeczalnie był to rok Returnersów, którzy wyprodukowali znaczną część z tegorocznych singli. Na dodatek praktycznie każdy z nich okazał się być hitem. Tak trzymać panowie! Rok 2010, to również powrót starych wyjadaczy. Pomijając taśmowo wręcz wydających płyty w ostatnim czasie Tedego i Peję, które na bieżąco nadążają sprawdzić chyba tylko członkowie ich fan clubów - była pierwsza od bodaj 9 lat hip hopowa platyna, którą wręczono Ostremu, była świetna solówka Vienia, powrót Ego (godnym uwagi jest też tegoroczny utwór "My Jesteśmy Harlem" Andrzeja Grabowskiego, nagrany we współpracy ze Śliwką), wspólny album Pezeta z Małolatem, świetna płyta Eldo i mega niespodzianka na koniec roku w postaci drugiego POE. Do pełni szczęścia brakowało tylko długo zapowiadanego Pariasu. Miejmy nadzieję, że chłopaki nie każą nam jednak zbyt długo czekać i album trafi na półki w pierwszej połowie przyszłego roku.

Inną płytą, którą ostatnio mocno katuję jest "Digital Garden", czyli pierwszy w pełni autorski projekt Kixa. Wielu osobom nie pasuje to, że Kixnare odszedł od klasycznego brzmienia w stylu złotej ery i twierdzą, że elektroniczne motywy, które zaserwował, to niby jakaś skaza na honorze rapowego producenta. Bawi mnie również fakt, że słyszałem takie opinie od ludzi, których widziałem na koncercie Onry czy ludzi, którzy są fanami Sa-Ra. Szkoda tylko, że wśród wielu słuchaczy obowiązuje wciąż podwójny standard oceniania - wszystko jest w porządku, kiedy coś takiego robi zagraniczny artysta. Tylko na naszym podwórku jest to niedopuszczalne. Sporo hip hopowców ma wciąż jakąś dziwną alergię na wszystko, co nie jest stricte hip hopowe i według nich każde nowe rozwiązanie trzeba na wszelki wypadek skrytykować, żeby potem zachować prawdziwość. Nie rozumieją, że dobra elektronika, z którą teraz eksperymentuje Kix, to nie to samo co techno bity z pierwszej płyty TPWC, które choć mają przypisanych autorów o różnych, egzotycznych ksywkach - według mnie są owocem ghostproducingu DJa Bobo.

Na koniec tej części, korzystając z przywileju promocji, chciałbym dać chłopakom z częstochowskiej ekipy Hurragun ostrego, motywującego kopa, żeby w końcu przysiedli i wzięli się ostro do roboty. Chłopaki stworzyli bardzo ciekawy projekt, nawiązujący stylem do surowego boom bapu wczesnych lat 90-tych. Wszyscy fani House of Pain, Funkdoobiest czy Black Moon powinni sprawdzić tę ekipę. Pomimo, że nie wydali żadnej płyty - supportowali m.in. Ostrego, Doujah Raze'a, ASM, Masta Ace'a i grali na festiwalu w Giżycku. Na dodatek - o czym mało kto wie - nowym członkiem ekipy jest Wojtas ze Wzgórza. Chłopaki nie są z pierwszej łapanki - wcześniej tworzyli rage crossoverowy projekt Sekend Hend, z którym występowali m.in. na Openerze, później Sensei (członek Sekend Hend i Hurraganu) wraz z DJ-em Haemem wydali wspólny projekt zatytułowany Viape, który również zebrał masę pozytywnych opinii. Chłopaki grają świetne, żywiołowe koncerty i rap w stylu, do którego nie można przyrównać absolutnie nikogo z obecnej sceny. Sprawdźcie ich klip do kawałka "Hurra" na youtube.

Ubiegły rok, to również masa świetnych koncertów. Oprócz wyżej wymienionych "debiutantów", choć to nie do końca dobre określenie, którzy wnieśli na scenę masę energii - mieliśmy zatrzęsienie koncertów świetnych zagranicznych artystów wszelkiego formatu. Moim osobistym pretendentem do koncertu roku jest bezapelacyjnie Public Enemy. I choć dane było mi widzieć ich koncert - niezmiernie ubolewam, że nie mogłem być na tym, historycznym jak dla mnie wydarzeniu w Polsce. Oprócz tego nasz kraj odwiedzili m.in. DITC, Looptroop Rockers, Masta Ace, Redman & Method Man, Talib Kweli, Rahzel, Devin The Dude, Muneshine (tutaj ogromne propsy dla Czarnego i Tasa, którzy ogarniają świetny cykl imprezowy Fat Beats w poznańskim klubie Czytelnia - oby tak dalej chłopaki!), Doujah Raze, Onra, ASM (...). Doszło do tego, że malkontenci, spoglądający ukradkiem z zazdrością na koncertowe sceny Czechów czy Niemiec - uciszyli się z narzekaniem na brać organizatorską, koncentrując się raczej na selekcji koncertów, które chcą zobaczyć najbardziej, bo naprawdę było w czym wybierać a nie na wszystko starczało czasu i funduszy.

Skoro jesteśmy przy Czechach - warto wspomnieć, że Polacy niemal opanowali tegoroczną edycję co raz bardziej popularnego nad Wisłą festiwalu Hip Hop Kemp. Występy naszych rodaków gromadziły najliczniejszą publikę. Małpa miał największą w historii Kempu publikę otwarcia a na koncercie GrubSona i 3ody Kru tylko szczęśliwcom udało się stanąć w obrębie hangaru. Koncert Ostrego zaszokował zaś samego Chaliego 2nę, który nie szczędził naszemu rodakowi propsów po jego występie, choć sam z miażdżącą przewagą nad resztą występujących (a było z kim konkurować) został okrzyknięty najlepszym wykonawcą dziewiątej edycji festiwalu. Ciekawymi eventami były również cykle "Rap History Warsaw" i "A Pamiętasz Jak?" oraz Festiwal Filmów Hip Hopowych w Częstochowie.

Jeśli chodzi o zagraniczny hip hop, to - tak jak wspomniałem we wstępie - muszę przyznać, że ominęła mnie znaczna część tegorocznych wydawnictw, ponieważ w czasie wolnym od pracy śledziłem głównie sytuację na rodzimym podwórku. Wiem, że moi koledzy po fachu, w swoich podsumowaniach doskonale wywiążą się z roli, więc sam nie będę się kompromitował moją szczątkową wiedzą na temat nowości zza wielkiej wody. Jedyne dwa zagraniczne albumy wydane w 2010 roku, które przerabiałem naprawdę mocno, to "Platypus Funk", multietnicznego kolektywu ASM (A State of Mind) oraz polsko-amerykańska hybryda, czyli sequel płyty Global Takeover autorstwa Returnersów i El Da Senseia. Obie płyty były mocnymi uderzeniami i do obu z pewnością będę bardzo często wracał. Zresztą obie goszczą na słuchawkach mojego MP3 playera. Na obu płytach słyszymy świetne, dopracowane bity i niemniej mocne zwrotki autorów a gościnne występy takich kotów jak Wildchild, Sadat X, Sean Price, Doujah Raze, Akrobatik i Raaka Iriscience czy bity WaxTailora, DJ Vadima i Bonobo świetnie urozmaicają oba wydawnictwa, skutecznie poszerzając przy tym krąg odbiorców. Świetna robota - po raz kolejny.

Podsumowując - każdy mijający rok niesie za sobą progres, choć niektórzy, zawieszeni w czasie fani poszczególnych okresów w rapie często tego nie widzą. Ten rok jednak był wyjątkowy z mojego punktu widzenia. Mam tylko nadzieję, że nie był to jednorazowy zryw i ta tendencja do rozwoju w ruchu jednostajnie przyspieszonym zakorzeniła się na naszej scenie a przyszły rok zaskoczy mnie jeszcze bardziej. Tak więc słuchaczu drogi, kupuj polskie rap płyty, koncerty w miarę możliwości oglądaj na żywo a nie na youtube, a kiedy już na nie zawitasz - wyrzuć czasem w górę ręce, nie tylko po to, by nagrać film telefonem. Pamiętajcie, że Wasz feedback jest głównym motorem napędowym tej sceny, że bez Was nie ma koncertów ani atmosfery na nich, że bez Waszego wsparcia ta kultura nie istnieje.
Wielka piątka dla wszystkich czytelników, do zobaczenia na imprezach w przyszłym, oby lepszym dla nas wszystkich roku!

 


Komentarze użytkowników (4)
1/2wybierz podstronę:  1 2 z 2 
Kuba, 2011-01-18 12:17:20

podpisuje się pod ocenami
dla mnie nr 1 eldo potem dongural

ex, 2010-12-31 13:43:34

eldo, pezet i malolat to najlepsze plyty polskie w tym roku, wydarzenie koncert public enemy!a no i ostry oczywiscie!

monia, 2010-12-31 04:42:04

Swietna lekturka!! Wielka piatka!  :)

1/2wybierz podstronę:  1 2 z 2 


Dodaj swój komentarz:
autor komentarza
treść:

Pozostało znaków:   Napisałeś znaków:
kod z obrazka*
© Tworzenie stron Toruń
hip hop kemp, rap, ostry, wywiad, małpa, pezet, polski rap, molesta, beatbox, hip-hop, bboing, bboy, recenzja