relacjeBoogie Brain - relacja ze szczecińskiego festiwalu ![]() International Music Festiwal Boogie Brain Tekst: Adrian Bartoszewicz Czy można wziąć ze sobą przedstawicieli wielu gatunków muzycznych i ulokować ich na jednej wspólnej imprezie? Na te pytanie mogą odpowiedzieć organizatorzy tegorocznego Boogie Brain, który odbył się w Szczecinie. Tych, którzy jeszcze nie zdążyli zapoznać się z ideą imprezy, informuję, iż Boogie Brain to festiwal, który promuje muzykę świadomą, pozytywnie wpływającą na odbiorcę. Trzeba przyznać, że organizatorzy osiągnęli swój cel. O tym jednak za chwilę. Boogie Brain rozpoczęło Festiwalowe Kino Muzyczne zorganizowane we czwarte 22.07, na Zamku Książąt Pomorskich. Uczestnicy mieli okazję zajrzeć do kina „Zamek” i obejrzeć „One man in the band” angielski film ukazujący historię „prawdziwego życia” jedno-osobowej-ludzkiej-orkiestry. Po zapoznaniu się z „prawdziwym życiem” ludzi grających w obskurnych lokalach, na ekranie pojawił się „It Might Get Loud”, dokument, który jest czymś więcej niż kolejnym filmem o rock'n'rollu. Nigdy nie byłem fanem długich włosów i głośnej gitary, jednak „It Might Get Loud” obejrzałem ze skupieniem i w milczeniu. Po ukończeniu filmu, niektórzy udali się na miasto, a reszta na dziedziniec zamku, gdzie odbyła się projekcja dwóch następnych filmów. Widzowie mogli poznać historię pełną komizmu i absurdu bohatera, który był „Boso, ale na rowerze”, oraz „Ex drummer”, czyli adaptację powieści Hermana Brusselmansa. Przez cały drugi dzień, piątek 23.07, prześladowała mnie jedna myśl „kiedy w końcu deszcze przestanie padać?”. Niestety pogoda nie poprawiła się i jedyne co mi grało w głowie to „ciągle pada” Czerwonych Gitar. To jednak nie zniechęciło ludzi, którzy przybyli na Wybrzeże Starówki, gdzie odbywały się koncerty. Szczerze mówiąc sam nie miałem zamiaru przegrać z deszczem, bo koncert MS Dynamite, był tym koncertem na który najbardziej liczyłem. Na miejscu stały dwie sceny, odwrócone do siebie tyłem. Dzięki takiemu ułożeniu dźwięki dobiegające ze sceny głównej nie mieszały się z muzyką sceny drugiej. Scena główna gościła takich muzyków jak: Pol_On, Maximiliana Skibe i Supra 1. Ja jednak początkowo skupiłem się na drugiej scenie, gdyż reggae’owa ekipa Paprika Korps potrafiła rozgrzać zmarzniętą publiczność. Niedługo po nich na scenie pojawił się Łona wspierany przez Rymka i grupę muzyków o nazwie The Pimps. Każdy kto choć raz był na koncercie szczecińskiego rapera wie co to dobry koncert. A jeśli nie, to zapraszam do uzupełnienia wiedzy, gdyż Łona i Rymek potrafią rozruszać każdy, nawet najbardziej zmarznięty i przemoknięty tłum. Gdy szczecińscy raperzy bawili się w najlepsze, ja udałem się pod główną scenę, gdzie miała zagrać MS Dynamite. W pół do dwunastej pani Dynamit pojawiła się na scenie i zaczęło się. Koncert rozpoczął się hitem sprzed paru lat pt. „Dy-na-mi-te”. Po twarzy artystki widać było, że nie spodziewała się, aż tak dobrego przyjęcia. Przez następną godzinę publika bawiła się w najlepsze w rytmach rapu i drum’bass. Artystka zagrała głównie utwory ze swojej nadchodzącej płyty. Starała się rozmawiać z słuchaczami i w przesłodki sposób mówić „kocham cię”. Pomimo bariery językowej, która czasem zakłócała wzajemne porozumienie, publiczność bawiła się wyśmienicie. Chłód i deszcz przestały dokuczać, a ludzie skakali w najlepsze. Trzeba było to zobaczyć i poczuć. MS Dynamite udało się ściągnąć z powrotem na scenę, dwa razy. Przy trzecim podziękowała wszystkim za wyśmienitą zabawę i zeszła ze sceny. Później publiczność miała okazję pobawić się, bądź poznać muzykę takich artystów jak: Catz'n'Dogz, Jacka Sienkiewicza, Marii Peszek, Fisza i Emade, oraz Kristena. Festiwal Boogie Brain zakończył się około piątej nad ranem. Była to trzydniowa podróż przez muzykę, której nie uświadczymy w typowych programach muzycznych. Szkoda tylko, że festiwal skupiał się głównie na muzyce rockowej oraz elektronicznej, przy okazji dodając innej gatunki muzyczne. Pomimo tego warto było wpaść na Boogie, festiwal, który nie był festynem, z muzykami, którzy nie byli celebrytami. Cóż, mam nadzieję, że „do zobaczenia za rok”.
|