hip hop kemp
mobilizacja.pl na youtube.com mobilizacja.pl na facebook.com

 

rozmowy

Jestem operatorem słowa - wywiad z Arkadio

Jestem operatorem słowa
Rozmowa z Arkadio

 

Rozmowa: Adrian Bartoszewicz 

 
Naszą rozmowę chciałbym rozpocząć od dość trywialnego pytania, powiedz mi, co jest dla Ciebie najważniejsze w rapie? 
 
Najważniejsze w rapie? Myślę, że przekaz. Treść i sposób w który dana osoba ją przekazuje. Treść, którą mogę się karmić i która ofiaruje mi inspirację, orzeźwienie, chęć do działania. Jest ona dla mnie najważniejsza. Nie można jednak zapomnieć o formie, którą się to wszystko obudowuje. Jeśli ktoś ma przekaz, ale nie da się go słuchać, to wtedy coś jest nie tak. Treść powinna iść w parze z techniką. Niemniej, wolę słuchać pozytywnego rapu, który od strony technicznej jest optymalny, niż genialnego technicznego rapu, z którego nic nie wynika. 
 
Zapytałem o to, gdyż w jednym ze swoich utworów padają wersy „Tu nie chodzi o podwójne, po prostu jaram się życiem”. Jest to dość odważne stwierdzenie w czasach, gdy odbiorcy i raperzy, lubują się w technicznie przesyconych wersach. 
 
Zgadzam się. Mamy teraz modę na jak najbardziej dopracowane technicznie wersy oraz różnorodne flow. Pamiętam jednak uczucie, które towarzyszyło mi podczas nagrywania tego utworu. Czułem ten luźny, spokojny bit i chciałem przekazać w nim radość. To był mój priorytet, by powiedzieć ludziom, że można się jarać każdą chwilą. Pasowały mi tutaj proste wersy, bez kombinacji i rozbudowanej formy. Cały utwór jest taki, skupia w sobie pozytywną energię. Nie uważam jednak techniki za coś złego, coś co koliduje z przekazem. Powinno się pracować nad formą, techniką, składnią, słowem, dykcją by to było coraz lepsze. Nie ma nic złego w technice, jednak staram się wybijać z treścią ponad formę.
 

 Czyli w utworach skupiasz się bardziej na treści, gdyż jest ona Twoim wyznacznikiem w rapie?

 
Owszem, ale też nie odrzucam techniki. Staram się ją rozwijać głównie poprzez freestyle. Styl wolny nie tylko polepsza technikę, ale przede wszystkim umiejętności sceniczne i odnajdywania się w każdej sytuacji. Gdy nagle na scenie muzyka się wyłącza, nie ma bitu, co zrobisz? DJ pracuje nad sprzętem, a Ty? Ty możesz wejść i zacząć freestyle’ować do ludzi. Ostatnio mieliśmy taką sytuację na koncercie; nagle pojawił się problem ze sprzętem, więc zacząłem freestyleować na temat obecnej sytuacji. Freestyle jest rzeczą, nad którą warto pracować. Wracając jednak do utworów, uważam że najważniejsza jest praktyka, godziny poświęcone na trening. Nagle objawiony talent Ci nie pomoże, gdy go nie rozwijasz. W ten sposób się do niczego nie dojdzie. 
 
Wiadomo, emcee powinien być mistrzem ceremonii na własnym koncercie. Śmiesznie to wygląda, gdy coś nie gra, a raper nie wie co zrobić i patrzy na but. 
 
Zgadza się. Myślę że nie trzeba tego rozwijać bo proste, jasne i klarowne. 
 
Wracając jednak do głównego wątku. Pytałem o treść, gdyż w kilku utworach przywołujesz takie postacie jak: Brian Welch oraz Nicky Cruz. Są to dość kontrowersyjne postacie, Ty jednak zaprezentowałeś ich, jako współczesnych synów marnotrawnych. 
 
W utworze „Brian Welch” chciałem podkreślić, że każdy człowiek ma moment, w którym pomimo trudności, zaczyna ogarniać swoje życie. Brian prowadził tragiczny żywot, ale gdy urodziła mu się córka, zaczął powoli zmieniać swoją sytuację. Nie wiem jednak co obecnie robi i jakie przesłanie ze sobą niesie. Wiem zaś, że Nicky Cruz, szef największego gangu w Nowym Jorku, obecnie zakłada ośrodki i pomaga narkomanom. Prowadzi akcje społeczne i całkowicie zmienił postawę. Uwielbiam prezentować przykłady takich ludzi oraz słuchać takiej muzyki. Pamiętam jak Pono mówił, że robi rap taki, jaki lubi słuchać. Gdy słucham rapu to lubię, gdy autor mnie do kogoś lub czegoś odsyła. Gdy mogę coś sprawdzić, sięgnąć gdzieś dalej. Gdy temat zachęca mnie, by go bliżej poznać. Poprzez historie takich postaci, które zmieniły swoje życie, chciałbym zachęcać ludzi do refleksji nad własnym. 
 
Nicky Cruz został przedstawiony, jako przykład osoby, która zmieniła swoje życie. Tu jednak nasuwa się pytanie: kim młodzież powinna się bardziej inspirować? Ludźmi złymi-dobrymi, którzy robili straszne rzeczy, jednak się nawrócili i odkupują swoje winy? Czy może ludźmi dobrymi-dobrymi, którzy nigdy nie wkroczyli na tak złą drogą, nie mają bagażu negatywnych doświadczeń i od początku starali się iść za dobrem? 
 
Wydaje mi się, że to zależy od człowieka, od rozdziału życia w jakim się znajduje. Jednych zainspiruje Nicky Cruz, ponieważ byli, lub są, w podobnej sytuacji. Innych Nick Vujcic, człowiek bez rąk i nóg, który w wieku dziesięciu lat chciał popełnić samobójstwo. W młodości bał się, że nie będzie samodzielny, a teraz jest gościem prowadzącym bardzo aktywne życie. Źródło inspiracji zależy od człowieka. Nie ma też co się oszukiwać, bo w życiu nie ma osób nieskazitelnych. Są sytuacje, w których każdy ma ochotę napluć sobie w mordę. Bardziej życiowe i prawdziwe są dla mnie historie ludzi, którzy zjedli zęby na złych wyborach. Znają je doskonale, ale starają się z nich wyjść. 
 
W tych historiach najważniejsza jest jedna rzecz – nauka na cudzych błędach. Przyjęło się, że ludzie muszą uczyć się na własnych błędach. Jeśli się nie zarzygam, to nie wiem co to za uczucie być zarzyganym. Uważam, że to błąd. Należy obserwować innych i z ich błędów wyciągać wnioski. Jeśli widzę, co doprowadziło kogoś do zarzygania samego siebie, to wiem jakich rzeczy unikać, by potem nie leżeć we własnych wymiocinach. Nie trzeba popełniać tego samego błędu. Miałem kiedyś takie porównanie – za młodu sięgnąłem jakiegoś minimalnego dna w Nowym Sączu, Nicky Cruz zaś wpadł w najgorsze bagno Nowego Jorku. Patrząc na jego życiorys nie muszę popełniać takich błędów, by wiedzieć, że to złe. Nie musimy się uczuć na swoich błędach, lepiej obserwować innych i wyciągać wnioski z ich porażek. Jest to jedna z podstawowych kwestii w mojej książce pt. „Rób to, co kochasz”. 
 

 Warto jednak zauważyć, że obserwując historie takich ludzi, można dojść do wniosku – skoro im się udało, to mi też się uda. Skoro Nicky Cruz wyszedł z bagna, to ja też mogę wejść w to błoto, bo i tak z niego wyjdę – jak Nicky Cruz. Prezentowanie takich przykładów może nieść ze sobą też taki przekaz. 

 
Dzieje się tak, gdy wykluczamy naukę na cudzych błędach. Jeśli ktoś wyciągnie takie wnioski z prezentowanych przykładów, to będzie to złe. Jednak jak ten człowiek zinterpretuje inną treść? Wszystko możemy obrócić na złą stronę. Ludzie palą na scenie „Pismo święte”, które niesie pozytywną treść. Nie trafisz do wszystkich i nie zmienisz wszystkich. Musisz przekazywać treść, którą podpowiada Ci serce. Więc jeśli ktoś negatywnie podchodzi do życia, to z każdego przykładu wyciągnie błędne wnioski.
 
A powiedz mi, Ty jako osoba prowadząca wykłady z ludźmi z różnych środowisk, uważasz się za osobę złą-dobrą czy może dobrą-dobrą? 
 
Trudno jest mi to określić. Miałem taki epizod, że przez pięć lat tkwiłem w gównie i dziadostwie. Nie znaczy to jednak, że przez ten czas, nie wydarzyło się nic pozytywnego. Moja przeszłość jest dla mnie doświadczeniem, kawałkiem historii. Jeśli chodzi o podział: zły-dobry czy dobry-dobry, to nie wiem, chciałbym być po prostu radosny. Uśmiechać się, być szczęśliwy, chodzić z podniesioną głową i jarać się życiem.
               
Zapytałem o Twoją naturę, gdyż w utworze „Droga gwałtownika” podkreśliłeś, że to nie spokój i harmonia są podstawą życia, lecz napięcie i nerwy. 
 
Zgadza się. Człowiek normalnie funkcjonujący w społeczeństwie, codziennie spotyka się z napięciem i nerwami. Sytuacjami wyzwalającymi złość. Możesz ją wykorzystać, jako siłę i napęd do działania, lub też przenosić na swoją rodzinę, bliskich oraz pracę. Mówią o tym wersy: „to droga gwałtownika, który wciąż się potyka, popełnia błędy chociaż kieruje nim Boża taktyka”. Jesteśmy ludźmi z różnymi napięciami. Chodzi o to, by wyciągać wnioski z błędów, podnosić się i iść dalej.
 
Nie znaczy to jednak, że po negatywnych sytuacjach należy tylko przejść. Uznać, że było minęło i już się nie powtórzy. Z takim podejściem popełniamy te same błędy. W takich sytuacjach należy wyciągnąć wnioski z własnego działania. Przemyśleć swoje czyny, reakcje, zachowanie, a na podstawie tej lekcji, zacząć się zmieniać na lepsze. Wiele osób mówi, że nie ważna jest przeszłość, należy iść do przodu. Właśnie nie. Chodzi o to, by wpierw zagłębić przeszłość, przeanalizować ją, a dopiero potem pójść dalej. 
 
W Twojej biografii można przeczytać o wewnętrznej zmianie dotyczącej podejścia do życia i wiary. Powiedz mi, co miało na Ciebie większy wpływ: wiara czy muzyka? 
 
Myślę, że wiara. Muzyki słuchałem od najmłodszych lat. Gdy miałem osiem lat, mój starszy brat przyniósł pierwsze kasety z rapem. Gdy miałem dwanaście lat, zacząłem pisać pierwsze teksty. Rap cały czas był przy mnie. Bardzo często słuchałem Eldo, który niósł bardzo pozytywną treść. Gdy miałem siedemnaście lat, ogromny wpływ miała na mnie płyta Jurasa z Wigorem pt. „Wysokie loty”. „Po pierwsze duchem, po drugie serduchem”, były tam takie utwory, że miazga. Muzyka zachęcała mnie do robienia czegoś dobrego, jednak wciąż byłem po drugiej stronie barykady. Dopiero wiara mi pomogła, uświadomiła, że muszę coś zmienić, złapać się pomocnej dłoni, popaść w refleksje na temat całego życia i uwierzyć, że może być ono znacznie lepsze. 
 
Pytam dlatego, gdyż w Waszej akcji społecznej – „Rób to co kochasz”, wykorzystujesz rap, jako metodę wspierania ludzi. Rap nie jest podstawą akcji, ale jednym z jej elementów. 
 
Uważam, iż w życiu trzeba wykorzystywać swoje wszystkie silne strony. Od dziecka marzyłem, żeby rapować, freestyle’ować, pokazywać się na scenie, wykorzystywać to w słusznym celu. Miałem takie marzenia, jednak nie wierzyłem w nie. Moją motywację stale coś przygnębiało. Zdarzały się sytuacje, w których sporadycznie zagraliśmy jakiś support, jednak widziałem w tym tylko zajawkę. Uważałem, że będę w przyszłości kimś innym. Gdy spotkałem się z wiarą i poczułem jak inspiruje, wtedy przemyślałem co potrafię i w jaki sposób mogę to wykorzystać. Człowiek, który się rozwija może pomagać innym, przenosić swoje szczęście. Dlatego w akcji wykorzystuję rap. Nie jest on podstawowym elementem, ale ważną częścią. Ostatnio zastanawiałem się nad tym, co jest w muzyce najważniejsze. Dla mnie wyszło, że treść. Postrzegam siebie, jako operatora słowa. Nie jestem w pełni muzykiem, gdyż nie czuję każdego dźwięku. Skupiam się za to nad treścią, nad tym w jaką formę ją ubrać, by najlepiej dotarła. To mnie najbardziej jara i czuję, że to jestem ja. 
 
Kończąc naszą rozmowę, chciałbym się jeszcze zapytać o najważniejszą wartość, jaką pragnąłbyś przekazać wykorzystując słowo. 
 
Jesteśmy ludźmi, którzy się rozwijają, pielęgnują i wykorzystują swój talent, to daje nam szczęście. Naszą radość możemy przekazywać innym. Wiadomo, że to wszystko nie jest takie proste. Bywają chwile, w których jesteś wściekły. Niemniej jednak, chodzi mi o taką wewnętrzną radość. Ostatnio znalazłem ciekawy cytat: „Radość jest jedynym normalnym stanem, w którym człowiek powinien funkcjonować”. Wiadomo, że nie jest to proste, jednak to chciałbym pokazać – radość jest normalną częścią życia każdego z nas, więc żyjmy tak, by być szczęśliwi.  
 
Pięknie powiedziane. Ok., dziękuję Ci bardzo za ciekawą, a przede wszystkim inspirującą rozmowę. 
 
Nie ma za co, ja również dziękuję za poświęcony czas. Pomimo złego, cieszmy się życiem i szerzmy radość. Trzymaj się. Pozdrawiam    
 

 


Komentarze użytkowników (1)
MatiJaz RHM, 2014-10-02 15:12:37

Inspirujące



Dodaj swój komentarz:
autor komentarza
treść:

Pozostało znaków:   Napisałeś znaków:
kod z obrazka*
© Tworzenie stron Toruń
hip hop kemp, rap, ostry, wywiad, małpa, pezet, polski rap, molesta, beatbox, hip-hop, bboing, bboy, recenzja