hip hop kemp
mobilizacja.pl na youtube.com mobilizacja.pl na facebook.com

 

rozmowy

Nigdy nie myślałem o Polsce, jako miejscu związanym z hip hopem - rozmowa z Reksem

Nigdy nie myślałem o Polsce, jako miejscu związanym z hip hopem
Rozmowa z Reksem


Rozmowa: Martyna Wantulok


Wiele osób twierdzi, że w rap grze pojawił się w złym czasie i dlatego nie jest obecnie na zasłużonej pozycji. Mimo to, ma się dobrze i wierzy, że przez nadchodzący album „Revolution Coctail” wypłynie na szerokie wody. Między innymi o tym, dlaczego data premiery nowego LP zmieniała się kilkakrotnie, o eksperymentach, jakości, producentach oraz preferowanych formach nagrywania rozmawiałam z Reksem, tuż po jego występie na Południowym Rytmie w Żorach. Zapraszam!
 

Martyna Wantulok: Co miałeś na myśli, mówiąc o swoim nowym albumie „Revolution Cocktail”, że jest „wysoce przewidziany, lecz coraz bardziej opóźniony”?
 
Reks: Pierwotnie płyta miała ukazać się już w styczniu, później była mowa o lutym, ale niestety nie udało się sprostać obu tym terminom, wiesz jak to czasem bywa... Właśnie dlatego tak się o niej wypowiedziałem. Chciałem wypuścić ten materiał dużo wcześniej, jednak przedłużyły się sprawy związane głównie z mixem. Nigdy nie robiłem materiału samodzielnie, bez pomocy na przykład producentów, którzy zawsze jednak poprawiali to, co było trzeba, by ta muzyka faktycznie brzmiała tak jak powinna i tak jak tego oczekiwaliśmy. Tak więc pierwszy raz pod względem technicznym ogarniam wszystko praktycznie sam i jest to duże wyzwanie. To kozacki projekt, jestem z tego dumny. Ostatecznie będzie miał premierę 2 lipca. (uśmiech)
 
Przyjęło się, że „REBELutionary” był swoistym follow up'em do „Straight, No Chaser”. Czym  będzie nowa produkcja?
 
Nie wydaje mi się, żeby chodziło o progres w związku ze stylem nawijania. Pod tym względem będzie klasycznie, ale chcę zaznaczyć inną rzecz –  „Revolution Coctail” scali wszystko to, co mnie definiuje. Ten album to będzie sto procent mnie – sto procent Reksa, który chociaż jest w podziemiu, jednocześnie wie, że może zrobić coś naprawdę wartościowego, co pozwoli mu wypłynąć na szerokie wody. Wiesz, kiedyś były czasy, w których w radiu puszczali Method Man czy Redman i to było normalne. Teraz media wybierają inne, dziwne brzmienia, ale ja – mimo że robię swoje – wierzę, że to może się przyjąć nawet w rozgłośniach i właśnie to może mnie wyróżnić. Materiał  jest spójny, bujający, wpadający w ucho i myślę, że może zostać doceniony.
 

„Waking rappers back up to reality, rather be quality over quantity” nawinąłeś w jednym z singli,  „Mighty Mouse Trap Rap”. Myślisz, że raperzy faktycznie chcą w grze za dużo, przez co zapominają o poziomie swojej muzyki?
 
Właśnie tak! To częsty zarzut. Nawet do mnie dwa, trzy lata temu, ludzie podchodzili, pytając dlaczego wypuszczam tyle nowych rzeczy. W sumie nie ma co się dziwić, w 2010 roku wyszedł mój darmowy mixtape „In between the lines”, na początku 2011 wydałem album „R.E.K.S.” a na koniec, w grudniu – drugą część wspomnianego mixtapu. Jakby tego było mało, w 2012 roku premierę miały dwie płyty – „Straight, No Chaser” oraz „REBELutionary”, między którymi w dodatku było niespełna trzy miesiące przerwy. Szaleństwo? Jasne, gdyby nie to, że byłem przekonany, że ta olbrzymia ilość materiału idzie w parze z jej jakością. Tego samego zdania byli również Statik czy Termanology, z opinią których zawsze się liczę. Tak więc przy tym trzeba trzeźwo myśleć. Ale chciałbym dodać jeszcze jedno odnośnie tracku o który zapytałaś oraz tego, co powiedziałem przy poprzednim pytaniu.
 
Tak?

 
„Mighty Mouse Trap Rap”  zdecydowanie wyróżnia się spośród całej tracklisty albumu, nie jest to charakterystyczne dla mnie nagranie, a raczej muzyczny eksperyment. Mimo to, myślę, że kawałek jest zajebisty, a ponadto, że nadaje się właśnie do radia. Musiałem to powiedzieć. (śmiech)
 
Jak dla mnie to najlepszy z singli. Wyjaśnijmy jednak teraz jedną kwestię. „Revolution Coctail” wcale nie będzie całościowym albumem z Numonicsem, a kilka źródeł tak właśnie podaje.  
 
Faktycznie gdzieś musi być błąd, bo większość ludzi tak myśli i o to pyta. Numonics zrobił bit do ostatniego singla „Flags”, oraz dwóch innych kawałków – „Trust us”„Friends with benefits”. Oprócz niego produkcją zajęli się MoSS & Pro Logic, ATG i inni. Są też producenci, z którymi robiłem muzykę przy pierwszych płytach, z czego bardzo się cieszę, bo fajnie jest odświeżyć współpracę. Z Numonicsem na pewno powstanie jakiś całościowy album, ale nie będzie to ten. „Revolution Coctail” to mieszanka.

fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy

Wygodniejsza jest taka forma robienia albumu czy jednak praca z jednym producentem?
 
Chociaż najprawdopodobniej dwa następne albumy zrobię z jednym producentem, powiem Ci, że nie mam tutaj żadnych preferencji. Lubię, kiedy mam bity od różnych ludzi tak samo jak i kiedy robię cały projekt z jedną osobą, tak jak właśnie z Numonicsem czy też ze Statikiem. Ale akurat albumy ze Statikiem są wyjątkowe. Działam z nim od lat i wierzę, że numery jakie zrobiłem na jego produkcjach, nie powstałyby we współpracy z nikim innym. To jest chemia, dobrze się dogadujemy. Kiedy ma tylko czas, a wierz mi, że jest bardzo pochłonięty tym co robi i niemal zawsze (!) jest zajęty (śmiech), siadamy i robimy coś nowego. Jest niesamowitym producentem.

Nie wątpię, ale często słyszę głosy, że zmiana producenta, a więc płyta z Numonicsem zamiast kolejnej ze Statikiem, wyszła Ci na dobre.
 
Zdecydowanie! Zauważyłem jak ważna jest chwila przerwy, wiesz, żeby wziąć oddech i odpocząć, po czym spróbować czegoś nowego. Właśnie dlatego – między innymi – „Revolution Coctail” nie jest ani drugim albumem z Numonicsem ani kolejnym ze Statikiem, a efektem współpracy z nowymi kotami. Postawiłem na świeżość.
 
Oprócz bitów Statika czy Numonicsa, na których nagrywałeś najczęściej, najwięcej rozgłosu przyniosły Ci kawałki powstałe we współpracy z Preemo, mam racje?
 
Oczywiście, powiedziałbym nawet, że tylko one przyniosły mi jakikolwiek rozgłos (śmiech). Jaram się tym, że mogłem pracować z tak genialnym producentem jakim jest Dj Premier, tak samo jak i z Pete Rockiem, Alchemistem czy każdym innym beatmakerem. Chciałbym, żeby na odwrocie jakiegoś mojego albumu w przyszłości widnieli producenci tacy jak Apollo Brown czy 9th Wonder, jestem fanem ich muzyki. Każdą okazję staram się wykorzystywać w jak najlepszy sposób i łapać kontakt z takimi ludźmi. Tak naprawdę jestem tylko cukierkiem w sklepie ze słodyczami i czekam, aż ktoś kupi to, co robię (śmiech)
 

Jednak Statik jest dla Ciebie bardzo znaczącą postacią nie tylko pod względem muzyki...
 
To prawda, gdyby nie on nie byłbym w miejscu, w którym jestem dzisiaj. Ludzie często  zapominają o pomocy, jaką inni im ofiarują, ale ja nigdy nie zapomnę, co zrobił dla mnie Statik. Wiesz, był czas, w którym choć nagrywałem, nie miałem gdzie wydać tego materiału i muzykę wrzucałem tylko do sieci. Później w ogóle się odciąłem po to, by zająć się rodziną. Właśnie wtedy przyszedł Statik I powiedział „słuchaj stary, teraz jest Twój czas, żeby wypuścić album”. I wyszedł – nakładem ShowOff Records, jego własnej wytwórni. Dał mi nowe życie, poważnie. 
 
Wracając do tematu nadchodzącego albumu – co z featuringami?
 
Zaprosiłem wielu gości. Będzie Big Pooh, Bishop Lamont, Singapore Kane i młody gracz Sin – ten ostatni ze względu na to, że dograłem się do kawałka „City on Fire” na bicie Numonicsa, który robi z nim całą płytę. Pojawi się także mój człowiek J. Nics z Florydy; Boycott Blues nagrywkami z którym zawsze się jaram; EzDread, która wyprodukowała jeden bit ale też śpiewa w trzech kawałkach; C-Scharp... Jest dużo świeżych kotów i powiem Ci, że jestem z tego bardzo dumny, bo jakby nie patrzeć staję się częścią ich progresu.
 
Wiadomo. Ale słuchaj, liczyłam, że wśród nazwisk znajdzie się Kendrick Lamar, bo już tak długo powtarzasz, że chcesz z nim nagrać... (śmiech)
 
I chyba pozostało mi tylko dalej tak powtarzać! (śmiech) Ale swoją drogą pamiętam, że kiedy ostatni raz to mówiłem, to o Kendricku nie było jeszcze tak głośno. Jaram się tym, co teraz się wokół niego dzieje. To fenomenalny talent i jestem dumny, że jest częścią tej gry. „Good Kid M.A.A.D. City” to kozacki album, uwielbiam go słuchać! Kto wie, różne rzeczy się zdarzają... (uśmiech) Ale Joey Bada$$, Big K.R.I.T., czy właśnie Kendrick Lamar zawsze na propsie. Trzeba się postarać. (uśmiech)
 

fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
fot. Bardzo Znane Imprezy
  

Jak od czasu wypuszczenia pierwszego LP „Along Came The Chosen” zmienił się Reks jako artysta ?
 
Bardzo. Kiedy wypuszczałem ten album, byłem bardzo młody; nie rozumiałem wtedy hip hopu, a przynajmniej nie w takim stopniu w jakim rozumiem go teraz. Wiesz, byłem tylko zwykłym dzieciakiem z zajawką, fanem tej muzyki. Robiłem rap, nie mając pojęcia „jak się to robi”, więc wyglądało to tak, że powstawała szesnastka, szesnastka, szesnastka... i nic poza tym, nie miałem koncepcji.  Z czasem dopiero pojawiły się jakieś oceny, komentarze, dlatego później zacząłem pracować nad swoim stylem, podglądając najlepszych. Także myślę, ze się rozwinąłem. (śmiech)
 
Wiem, że jesteś bardzo związany ze swoimi dziećmi, które są dla Ciebie najlepszą motywacją. Dlatego chciałam zapytać, jakie jest ich podejście do rapu?
 
Lubią to! (uśmiech) I oczywiście nieraz słyszę, że piszę najlepsze teksty i w ogóle jestem przecież najlepszym raperem na świecie! (śmiech) Starszy syn chodzi do szkoły i nie sądzę, żeby był jakoś bardziej wgłębiony w rap. Nie wybieram, czego ma słuchać, do niczego go nie zmuszam, bo to jego sprawa. Młodszy z kolei ma trzy latka i od muzyki chyba bardziej kręcą go zabawki. (śmiech) Ale wiesz, sądzę, że przyjedzie czas, w którym będą chcieli porozmawiać o hip hopie. Teraz niech się cieszą dzieciństwem. Chociaż oni doskonale wiedzą, że są częścią tego, co robię, a ja jestem z tego dumny. (uśmiech)
 
Kiedyś wspominałeś o tym, że piszesz książkę zatytułowaną „In between the lines” zupełnie jak Twoje mixtapy. Co w związku z tym?
 
Cóż, zajmuje to o wiele więcej czasu niż myślałem. (śmiech) Ciężko jest robić coś nowego. Piszę teksty, co nie znaczy, że jestem pisarzem. Ta książka to trochę taki eksperyment, jak „Revolution Coctail”. Miejmy nadzieję, że kiedyś ujrzy światło dzienne.
 

Dobrze, ostatnie pytanie, które zresztą zawsze zadaj, to – jakie jest Twoje pierwsze skojarzenie z Polską?
 

Hip hop. Kiedy pierwszy raz przyjechałem do Europy, co prawda nie odwiedziłem Polski, ale byłem w Czechach...
 
… Hip Hop Kemp 2009!
 
Właśnie! To było moje pierwsze doświadczenie z hip hopem tutaj. Było tam mnóstwo Polaków, którzy co chwile podbijali do mnie, mówiąc „przyjedź, do Polski”, „wpadaj na koncert do nas!”. To było miłe, ale też poniekąd mnie zdziwiło, bo nigdy nie myślałem o Polsce jako miejscu związanym z hip hopem. Podobnie było z Grecją, bo ludzie zawsze zapraszali mnie do tych dwóch krajów. (śmiech) I w końcu przybyłem. Żebyś widziała, co tam się działo! Pamiętam to do dzisiaj. Publika szalała od samego początku do tego stopnia, że momentami zastanawiałem się, czy aby na pewno jestem w Polsce, bo wyglądało to jak typowy koncert w Bostonie czy innych hip hopowych miejscach w Stanach.
 
Dla mnie to wszystko, dziękuję za rozmowę. Jest coś, co chciałbyś dopowiedzieć?
 

To ja dziękuję! Również za kolejną możliwość grania w Waszym kraju oraz za dobrą energię dziś pod sceną. Jeśli chcecie być na bieżąco, sprawdzajcie na www.rekshiphop.com oraz therealreks na Twitterze. Pozdrawiam!
 

Rozmawiała: Martyna Wantulok


Komentarze użytkowników (2)
maniek, 2013-06-07 22:09:17

- dobry wywiad:)

007, 2013-06-06 17:04:44

porządna robota mobilizacja jak zawsze piatka dla was!



Dodaj swój komentarz:
autor komentarza
treść:

Pozostało znaków:   Napisałeś znaków:
kod z obrazka*
© Tworzenie stron Toruń
hip hop kemp, rap, ostry, wywiad, małpa, pezet, polski rap, molesta, beatbox, hip-hop, bboing, bboy, recenzja